Polska Wiadomości

MEN pozyskuje wrażliwe dane dzieci, by uderzyć w rodziców

Podoba Ci się to co robimy? Wesprzyj projekt Magna Polonia!

W ostatnich dniach coraz głośniej mówi się o kontrowersjach związanych z projektem oceny funkcjonalnej, który chce wdrożyć opanowane przez skrajną lewicę Ministerstwo Edukacji i Nauki (MEN). Według Inwigilacja uczniów i ich rodzin pod płaszczykiem diagnozy – Ordo Iuris udostępnia rodzicom wzór sprzeciwu, nowy model diagnozowania uczniów zakłada nie tylko ocenę szkolnych kompetencji, ale także analizę życia domowego, relacji rodzinnych i stanu emocjonalnego dziecka. To nie jest tylko „nowoczesna diagnoza” — to realne groźby dla prywatności dzieci i ich rodzin.

MEN pozyskuje wrażliwe dane dzieci, by uderzyć w rodziców. Projekt zakłada pozyskiwanie wrażliwych danych życiowych za pomocą narzędzi w centralnym systemie informatycznym administrowanym przez MEN. Psychologowie szkolni mieliby dostęp do kwestionariuszy, które „umożliwiają identyfikację cech temperamentu, kompetencji osobowościowych oraz niepożądanych wzorców zachowań”. Dane te miałyby być agregowane w raporty opisowe i wykresy. To znacznie wykracza poza tradycyjne diagnozy pedagogiczne i jest zbliżone do mechanizmów masowego monitoringu.

Ministerstwo twierdzi, że jego celem jest lepsze „zrozumienie funkcjonowania ucznia” w środowisku szkolnym i domowym. W praktyce jednak ten model przypomina inwigilację państwową, ukrytą pod hasłem „wsparcia edukacyjnego”. W społeczeństwie, które dopiero co doświadczyło niesławnej próby kontroli prywatności cyfrowej, pomysł monitorowania rodzin poprzez szkołę budzi uzasadniony sprzeciw.

W odpowiedzi na obawy rodziców, Instytut Ordo Iuris udostępnił wzór oświadczenia, którym mogą wyrazić sprzeciw wobec oceny funkcjonalnej wobec ich dziecka, bez uprzedniej pisemnej zgody. Ordo Iuris podkreśla, że projekt narusza konstytucyjną zasadę pierwszeństwa rodzicielskiego i prawo do ochrony życia rodzinnego i prywatnego.

Takie działania rządu ilustrują problem znacznie poważniejszy niż tylko spór o narzędzia diagnozy: to symptom głębokiej braku zaufania władz do obywateli. Zamiast wspierać rodziców i nauczycieli w realnych wyzwaniach — jak niedobory kadrowe, presja psychiczna uczniów czy brak środków na terapię — MEN proponuje system, który zamiast dialogu i współpracy stawia formalne mechanizmy nad ludzkimi relacjami.

Trudno oprzeć się wrażeniu, że projekt ten jest kolejnym efektem ideologicznego podejścia do edukacji, które stawia technokratyczne procedury ponad prawami rodziny i dziecka. Rząd, zamiast budować zaufanie i wspierać rodziców, wprowadza rozwiązania, które przypominają narzędzia nadzoru. W demokratycznym państwie prawnym to nie tylko błąd — to zagrożenie dla podstawowych wolności obywatelskich.

Zamiast tego, MEN powinno skupić się na realnych potrzebach szkół: pełnym wdrożeniu wsparcia psychologiczno-pedagogicznego, redukcji biurokracji i wzmocnieniu kompetencji nauczycieli. Diagnoza edukacyjna nie powinna być narzędziem do wglądu w życie rodzinne, lecz sposobem na identyfikację realnych potrzeb edukacyjnych. W przeciwnym razie ten projekt nie pomoże dzieciom — a stanie się kolejnym przykładem nadmiernej ingerencji państwa w sferę prywatną obywateli.

Niestety, wszystko wskazuje na to, że są to działania celowe, robione z premedytacją. Tego bowiem wymaga ideologia lewicowa, dążąca do kontroli wszystkiego i wszystkich oraz konfliktowania wszystkich ze wszystkimi.

Polecamy również: Polskie wątki w aferze Epsteina

Podoba Ci się to co robimy? Wesprzyj projekt Magna Polonia!