Dyrekcja domu młodzieży i urząd ds. młodzieży w imigranckiej dzielnicy Neukölln w Berlinie od miesięcy ukrywały gwałt na 16-latce, nie zgłaszając tego policji, by „nie stygmatyzować” sprawców i uniknąć stereotypu „typowych muzułmanów”. Gwałcicielami było ośmiu arabskich nastolatków w wieku 15-19 lat.
Imigranci gwałcili młodą dziewczynę, a władze tuszowały zbrodnię. W ośrodku dla młodzieży Wutzkyallee w berlińskiej dzielnicy Neukölln doszło do serii ataków na 16-letnią Kurdyjkę. W listopadzie 2025 roku 17-letni Arab zgwałcił ją w ogrodzie placówki. Nagrał wszystko telefonem i szantażował: „Chcę cię tu widzieć co poniedziałek, inaczej wyślę nagranie twoim rodzicom”. W styczniu 2026 roku sytuacja się powtórzyła – dziewięciu arabskojęzycznych nastolatków wciągnęło dziewczynę do pomieszczenia, rzuciło na kanapę i zgwałciło grupowo, podczas gdy jeden stał na czatach.
Jugendamt Neukölln wiedział o wszystkim już 28 stycznia 2026, ale nie zgłosił sprawy na policję. Pracownicy obawiali się „stygmatyzacji” sprawców. Radna Sarah Nagel z Lewicy dowiedziała się 2 marca. Zakaz wstępu dla głównego sprawcy wprowadzono dopiero po publikacji w „Bild”. Autor pisze w „Cicero” wprost: „Neukölln to niemieckie Rotherham”. Dokładnie ten sam mechanizm co w brytyjskim skandalu grooming-gangów: instytucje chroniły sprawców przed „rasizmem” zamiast chronić ofiarę.
To nie pojedynczy przypadek – to systemowy problem, który niemiecka lewica i zindoktrynowani ideologią WOKE pracownicy socjalni próbowali zamieść pod dywan. Sprawą zajmuje się teraz prokuratura i berlińska policja kryminalna (LKA), a jednym z wątków jest zaniechanie przez urzędników. Ojciec dziewczyny złożył bowiem zawiadomienie przeciwko pracownikom Jugendamt.
Sprawa opisana w artykule portalu Cicero dotycząca gwałtu na 16-letniej dziewczynie w berlińskim Neukölln nie jest jedynie wstrząsającym przypadkiem przestępstwa seksualnego. To przede wszystkim studium instytucjonalnej zapaści – i politycznej ślepoty, która pozwalała tej zapaści trwać tygodniami. Mimo że personel ośrodka młodzieżowego oraz urząd ds. młodzieży posiadali wiedzę o zdarzeniach, przez długi czas nie powiadomiono policji. Dopiero interwencja osób z zewnątrz uruchomiła aparat państwa. W praktyce oznacza to jedno: instytucje powołane do ochrony nieletnich zawiodły w najbardziej podstawowej funkcji.
Jeszcze bardziej niepokojące są powody tej bierności. Według relacji medialnych i wypowiedzi polityków, w tle pojawił się motyw „niestygmatyzowania” sprawców – młodych mężczyzn o arabskim pochodzeniu. Jeśli te ustalenia się potwierdzą, mamy do czynienia nie tylko z zaniedbaniem, ale z ideologicznym wypaczeniem priorytetów państwa prawa. Ochrona potencjalnych sprawców przed społeczną oceną została postawiona wyżej niż bezpieczeństwo ofiary.
To właśnie w tym miejscu zaczyna się zasadniczy problem polityczny. Lewicowa narracja, dominująca w wielu instytucjach społecznych w Niemczech, od lat akcentuje konieczność walki z dyskryminacją i stereotypizacją. Sama w sobie jest to idea słuszna. Jednak w praktyce coraz częściej prowadzi do sytuacji, w której pewne fakty stają się „niewygodne”, a więc – przemilczane. W Neukölln ta logika osiągnęła punkt krytyczny: zamiast reagować, instytucje wolały nie „eskalować” problemu.
To nie jest przypadek odosobniony w sensie strukturalnym. Autor artykułu Cicero przywołuje analogię do brytyjskiego skandalu tzw. „grooming gangs” w Rotherham – gdzie przez lata ignorowano przestępstwa seksualne z obawy przed oskarżeniami o rasizm. Tam również mechanizm był podobny: ideologia paraliżowała instytucje, a ofiary pozostawiano same sobie.
Uprawiany przez lewicę antyrasizm, jeśli ma być wiarygodny, nie może oznaczać selektywnego stosowania prawa i ochraniania imigranckich przestępców. Tymczasem w omawianej sprawie pojawia się podejrzenie, że właśnie tak się stało – że przynależność kulturowa sprawców wpłynęła na decyzję o braku zgłoszenia przestępstwa.
Lewica, która często deklaruje szczególną troskę o prawa kobiet, znalazła się tu w sytuacji głębokiej sprzeczności. Gdy dochodzi do świadomego zaniechania działań w imię ochrony wizerunku nachodźców, oznacza to faktyczne porzucenie ofiary i jej wtórne wiktymizowanie. Feministyczna retoryka traci jakąkolwiek wiarygodność – staje się selektywna i podporządkowana celom ideologicznym.
Sprawa z Neukölln powinna stać się momentem granicznym. Jeżeli potwierdzi się, że zaniechania wynikały z ideologicznych kalkulacji, konieczne będą nie tylko personalne konsekwencje, lecz także głęboka rewizja sposobu funkcjonowania instytucji społecznych. W przeciwnym razie ryzyko powtórzenia podobnych sytuacji będzie nieuniknione.
NASZ KOMENTARZ: Tam, gdzie ofiara zostaje pozostawiona sama, a sprawcy są chronieni przez system w imię absurdalnych ideologii „antyrasizmu” i „ubogacenia kulturowego”, nie mamy do czynienia z żadnym postępem, lecz z jego zaprzeczeniem – barbaryzacją.
Polecamy również: Żydowski reżim nie chce otworzyć kościołów nawet na Wielkanoc
Podoba Ci się to co robimy? Wesprzyj projekt Magna Polonia!




