Felietony

Sławomir N. Goworzycki: Wyjść z tej pułapki

Podoba Ci się to co robimy? Wesprzyj projekt Magna Polonia!

Sławomir  N.  Goworzycki: Wreszcie wyjść z tej pułapki, więc odesłać obcoplemiennych nachodźców do domów. Część 1.

   „Już my nie Polską, lecz Wszech-Rusią Post-Sowiecką” (1;o numeracji piszemy dalej) – wzdycha pewien nasz rodak bezradnie obserwując dokonujący się wprost na oczach przechodniów proces kolonizowania dzisiejszego polskiego terytorium państwowego przez obcoplemienną ludność właśnie post-sowiecką, przybywającą zwłaszcza z terytorium Republiki Ukraińskiej, lecz i niejako przy okazji przez ludność wielu innych narodowości z czterech kontynentów (sic!).

Ktoś „tam na globalistycznej górze” dba ponadto, aby wszyscy ci nachodźcy koniecznie nie byli religii rzymskokatolickiej, a najlepiej gdy żadnej. Obca kolonizacja jest więc teraz bodaj czy nie najważniejszym czynnikiem procentowego spadku liczebności rzymskich katolików, więc i tzw. dominicantes w dzisiejszych granicach Polski. Co na to władze kościelne? Lepiej nie pytać. Czynnikiem procentowym spadku liczebności Polaków w Polsce przecież także.

   Owszem, statystycy wskazują na zawieranie już tysiącami przez Polaków-mężczyzn w Polsce związków małżeńskich, ale świeckich, z post-sowieckimi bezreligijnymi przybyszkami zwłaszcza z Republiki Ukraińskiej. Zauważmy – to nie jest tak jak kiedyś, gdy to „ona” dostosowywała się do narzeczonego-katolika, więc przyjmowała w rzymskokatolickim Kościele Chrzest Święty i dopiero jako katoliczka-neofitka brała z nim Ślub.

Teraz to ustępuje on „jej” – samotnej, ale nierzadko sprytnej obcoplemiennej kobiecie, której rodziny i w ogóle środowiska pochodzenia on nawet nie zna – i żadnego Chrztu, ani Sakramentu Małżeństwa tam nie ma; dzieci urodzonych z tego stadła chrzcić się też nie będzie.

   Podobnie bywało, ale dawniej, pomiędzy dwojgiem Polaków w PRL-owskiej Polsce – że dzieci przez to jedno z nich wychowywane były jednak po katolicku, gdy to drugie – ateista – nie przeszkadzało w tym. Dzisiaj – odwrotnie – dzieci też mają zostać ateistami; tak jak te z mieszanego związku polsko-obcoplemiennego.

   Bo i wielu z tych Polaków obecnego młodszego pokolenia też już jest bezreligijnych, a w ich rodzinnym oraz towarzyskim miejscowym otoczeniu, zwłaszcza w dużych miastach, też już nie ma nikogo, zwłaszcza starszego – babcia, dziadek – kto by chociaż usiłował dopilnować zachowania w tym wszystkim zasad rzymskokatolickiej religii i polskiej kultury; a dzieje się to tu w Polsce „pokolenia JP Dwa”, bo nie na Kresach, nie na Syberii, nie wśród Polonii gdzieś w dalekim świecie.

Bo ci tutaj dzisiejsi „babcia i dziadek” to są przecież w znacznej liczbie niegdysiejsi ZSMP-owcy, wychowani w „światopoglądzie naukowym” (tak to się wówczas nazywało) i, w zamian za „cyrograf”, dopuszczeni niegdyś do pogoni za „karierami”, jakie oferowała PRL-owska gomułkowszczyzna, gierkowszczyzna oraz stan wojenny i powojenny. Więc jaki oni mogą mieć z ich czasów młodzieńczych katolicki i polski „background”? Aby go przekazać następnym pokoleniom. Co na to wszystko władze kościelne? Lepiej nie pytać.

   „Matkę tam mordują…” – można zawołać za Panem Skoraszewskim z pierwszego tomu Sienkiewiczowego „Potopu”. Bo rzeczywiście, od wielu już lat my Polacy w Polsce jesteśmy milcząco stawiani przed tym faktem dokonanym o wielkim zasięgu. To nie jest bynajmniej tak, że ktoś w mediach pracowicie argumentuje i uzasadnia wobec polskiego (post)narodu, dlaczego ci rozmaici obcoplemienni nachodźcy koniecznie muszą się szerokim niekontrolowanym przez nikogo strumieniem wlewać w nasze granice.

Oni się po prostu w milczeniu wlewają całymi wieloetnicznymi gromadami (tzw. multi-kulti), trzypokoleniowymi rodzinami, a żadne bystre nawet dziecko (post)polskie nie wskaże paluszkiem i nie powie, byle głośno: „O, popatrz, wlewają się!”. Albowiem „po prostu tak ma być!”.

   Lecz tamten mord na katolickiej Polsce połowy XVII stulecia (jego daleko posunięta wówczas próba) na czymś nieco innym wszakże polegał; ten z końca XVIII stulecia też na czymś innym. Jedakże – „wszystko już było”. Toteż przed akurat takim jakie się dzisiaj „w realu” i w „obowiązkowym” milczeniu dokonuje likwidowaniem (mordowaniem) polskości i katolicyzmu w Polsce wzdragał się, i to skutecznie (!), inny Sienkiewiczowski bohater, czyli sam Pan Hetman Sobieski, o czym można przeczytać w rozdziałach 28-31 „Pana Wołodyjowskiego”.

   Sobieski przejrzał „ich” w lot, zawstydzając poczciwego skądinąd Pana Bogusza (ech, ci nasi jakże niebezpieczni poczciwcy!), i w „pułapkę migracyjną” złapać siebie ani Ojczyzny nie dał. Lecz dzisiejsi „polscy patrioci” jakoś tak się dziwnie uparcie trzymają owej naiwności Pana-Boguszowej.

   Dzisiejsze kolonizowanie Polski ludnością post-sowiecką i inną jest to pośmiertne zwycięstwo Związku Sowieckiego nad nami-Polakami (post-Polakami; 2). A nie jest? Kto zaprzeczy? Zbrojne najazdy ze Wschodu historia Polski zna, lecz kolonizacja postępująca tu do nas z tegoż Wschodu jest w rzeczy samej nowością, na pewno w tak wielkiej skali – w Wielkiej Liczbie (8) – jak to się dzieje w ostatniej dekadzie (2015-2026), a zwłaszcza od lutego 2022 roku.

   Mieszanina ludzka – Pierwsza Rzeczpospolita (sic!). Ale… na jakim terytorium ta mieszanina? Dokładnie pokażcie na mapie, jeśli potraficie. I kto z kim oraz w jakim celu ma się mieszać? Bo to nie była mieszanina, lecz – podobnie jak w wielu innych miejscach na szerokim świecie – kilka plemiennych terytoriów złączonych w jedno państwo z dominującym w nim rzymskim katolicyzmem.

   O owej „mieszance” Pierwszej Rzeczypospolitej bezczelnie i zarazem z przekonaniem perorował pewien znany nam od dawna człowiek, który jednak dotąd nie interesował się był historią, więc żadnych odniesień do dawnych stuleci dotąd od niego nie słyszeliśmy. Aż dopiero teraz! W trakcie kryzysu nachodźczego w Polsce! Skąd mu to przyszło? Kto i jakimi kanałami takim ludziom takie treści podsuflował? Z jakiej to jest wzięte „aplikacji”?

   Jak w PRL-u: facet, który nic o tym (ani o innym) nie wie, lub właśnie się był pobieżnie dowiedział, będzie dyktował tym, którzy interesowali się owymi zagadnieniami od czasów chłopięcych, od zawsze. „Uczył Marcin Marcina…”.

   Inny się – dla odmiany – zachwycał mieszanką etniczną Stanów Zjednoczonych AP (bo o innych, tych od pięciuset lat katolickich regionach kontynentu amerykańskiego się u nas nie pamięta, nie wie i nie wzmiankuje): „Przecież Ameryka (USA) jest potężna . A postępująca tam potężna mieszanka etniczna jej potędze nie szkodzi (czyżby? – S.N.G.). Więc niech i Polska, wszakże sojusznik USA, też będzie jakąś (!) mieszanką”.

Przyznajcie, że trudno o głupszy pomysł. Także ten człowiek, też już będący w latach, wcześniej nie objawiał zainteresowań historyczno-analitycznych, ani w ogóle tym, co zwykło się nazywać humanistyką.

   Słuchamy tego rodzaju wynurzeń obezwładnieni bezgranicznym oburzeniem i jeszcze większym zadziwieniem. Ani chybi: „Gdy Pan Bóg chce ukarać jakiś naród [tu: naród (post)polski], to mu najpierw rozum odbiera”, jak głosi stare porzekadło.

   To jest wojna! Nie wypowiedziana, bezkrwawa, prowadzona szczególnie podstępnie, chyłkiem („a nuż się w porę nie połapią”), ale wojna – bo skutki tychże procesów są i będą takie, jak w następstwie „tradycyjnej” wojny „kinetycznej”. Zaatakowane są narodowe państwa europejskie na czele z Polską, ludność nachodźcza jest traktowana jako swego rodzaju – przepraszamy, ale – żywa amunicja. Lecz… przez kogo?

Przez „międzynarodowego” i „globalistycznego” agresora uruchamiającego te i inne „procesy współczesności”. Szukajmy więc po szerokim świecie tego agresora żywego i czynnego, skoro ów – jak wyżej – Związek Sowiecki jest wprawdzie „zwycięski”, lecz zarazem już „martwy” (trudno tak wprost pogodzić jedno z drugim, nieprawdaż?).

   Premier rządu jednego z państw naszej części Europy swego czasu zidentyfikował pewnego światowego wielmożę szkodzącego jego państwu i narodowi, więc oblepił on swój kraj tzw. bilbordami z podobizną tamtego światowca i ze stosownymi sentencjami przestrzegającymi przed nim rodaków, mieszkańców tamtego kraju.

Uderz w stół, a nożyce się odezwą. Na tej zasadzie już działają niektórzy przywódcy krajów środkowoeuropejskich i innych (ale nie ci polskojęzyczni, niestety). Gdy bowiem podjąć działania w obronie już nawet tych oczywistych, elementarnych, żywotnych interesów danego państwa-narodu (woda, żywność, zdrowie, ogrzewanie w zimie itp.), prędzej czy później ujawniają się owi ludzie „z szerokiego świata”, których to uwiera.

Jeszcze raz: Ich uwiera to, że my chcemy po dawnemu jeść i swoim dzieciom oraz wnukom do spożycia dawać własną, tu na miejscu „w ogródku” wyhodowaną zdrową i czystą żywność, a nie tę zatrutą, starą, bez właściwości, z magazynów, z dalekiego importu. Co za bezczelność!

   Zwykle są to raczej jednak owe „słupy” lub „frontmeni”, osoby i/lub organizacje-firmy, a nie ich lubiący kryć się w cieniu zwierzchnicy.

   Na jednym z portali czytamy ostatnio o przygotowywaniu kolejnego w Polsce „ośrodka dla imigrantów”:

   „Zapowiedzi o przyjmowaniu w ośrodku wyłącznie kobiet z dziećmi, do tego z Ukrainy, Białorusi i Rosji to tania propaganda. Z takimi osobami zasadniczo nie ma żadnego problemu. Problem jest z murzyńskimi i arabskimi mężczyznami…”.

   Śpieszymy możliwie taktownie skorygować ten pogląd. Pozostawiamy tu bez komentarza fakt, że w latach II Wojny Światowej, ukraińskie rezuny dostrzegły jednak z ich punku widzenia „problem” w osobach właśnie „kobiet z dziećmi” narodowości polskiej i religii rzymskokatolickiej.

   Tak więc – jak wyżej – wspomniane pośmiertne zwycięstwo Związku Sowieckiego nad nami polega na opanowywaniu dzisiejszej Polski przez ów modelowy kolonizacyjny,  obcoplemienny, rozrodczy (tak!), z obszaru obcej i na dodatek turańskiej-post-sowieckiej cywilizacji przybyły i jakże liczny – przepraszamy za użycie technicznego wyrażenia – materiał ludzki w postaci właśnie tej (ilu?)milionowej rzeszy rusińskich-ruskich „kobiet z dziećmi”.

No i krzepkich dobrze ubranych młodzieńców w wieku poborowym także! Oraz par w różnym wieku, z dzieckiem, bez dziecka, niekiedy… z psem. To jest bieżąca tu w Polsce rzeczywistość! Ku powszechnej łzawej „pomocowej” i zarazem samobójczej radości (sic!) Polaków w mediach i poza mediami. Czy już tego nie pamiętacie? Lutego i wiosny roku 2022? Czy tego teraz nie obserwujecie… na ulicy, w sklepie, w autobusie?

C.D.N.

Polecamy również: Nadchodzi indyjski „Mercosur”. Będzie jeszcze gorzej

Podoba Ci się to co robimy? Wesprzyj projekt Magna Polonia!