Do 30 czerwca 2026 roku duże spółki giełdowe w całej Unii Europejskiej będą musiały zwiększyć udział kobiet w zarządach i radach nadzorczych. Wynika to z dyrektywy UE określanej jako „Women on Boards”, której celem jest poprawa równowagi płci w organach zarządzających największych firm. W ten sposób przestają liczyć się kompetencje, ale pochodzenie, zupełnie jak na studiach w czasach PRL.
Eurokomuniści narzucają parytety w spółkach giełdowych. Przepisy przewidują dwa możliwe warianty spełnienia wymogów: co najmniej 40 proc. kobiet w radach nadzorczych albo 33 proc. udziału kobiet we wszystkich stanowiskach kierowniczych – zarówno w zarządach, jak i radach nadzorczych.
W Polsce regulacje obejmą ponad sto spółek notowanych na Giełdzie Papierów Wartościowych. Problem polega jednak na tym, że obecnie wymagania te spełnia jedynie niewielka część firm. W 2024 roku kobiety stanowiły około 13,6 proc. członków zarządów i 18,7 proc. członków rad nadzorczych, a w ponad 60 proc. spółek nie było ani jednej kobiety w zarządzie.
Krytycy regulacji podkreślają, że wprowadzanie ustawowych parytetów oznacza ingerencję w funkcjonowanie prywatnych przedsiębiorstw. W tradycyjnym modelu gospodarki rynkowej o składzie władz spółki decydują właściciele i akcjonariusze, kierując się przede wszystkim doświadczeniem, kompetencjami oraz wynikami kandydatów. Tymczasem dyrektywa wprowadza dodatkowe kryterium – przynależność płciową.
W praktyce oznacza to, że przy obsadzaniu stanowisk zarządczych firmy będą musiały brać pod uwagę nie tylko kwalifikacje kandydatów, lecz także narzucone odgórnie proporcje. Dla wielu przedsiębiorców jest to przykład rosnącego interwencjonizmu instytucji unijnych w sferę gospodarki i faktyczne obniżenie standardów pracy w takich zespołach. W konsekwencji zarządy spółek mogą być budowane według kryteriów politycznych, a nie biznesowych.
Paradoksalnie takie regulacje uderzą głównie w kobiety. Jeśli stanowiska będą obsadzane z myślą o realizacji parytetu, pojawią się oskarżenia, że część pań została wybrana nie ze względu na kompetencje, lecz z powodu płci. To podważy ich autorytet, także tych kobiet, które swoją pozycję zawodową wypracowały latami ciężkiej pracy i realnych osiągnięć, nie tylko posiadaniem chromosomów XX.
W gospodarce rynkowej podstawowym kryterium powinny być kompetencje, doświadczenie i odpowiedzialność za wyniki przedsiębiorstwa. Firmy działają w warunkach konkurencji i każda błędna decyzja personalna może kosztować miliony. Dlatego to właśnie właściciele i akcjonariusze powinni decydować o składzie władz spółki, a nie instytucje eurokomunistyczne.
Co ciekawe, zwolennicy dyrektywy argumentują, że bez interwencji państwa „zmiany zachodzą zbyt wolno” i konieczne jest wsparcie legislacyjne dla zwiększenia udziału kobiet w biznesie. Pokazuje to, że w istocie chodzi o podejście ideologiczne do gospodarki i społeczeństwa, gdyż nie ma żadnego realnego powodu, dla którego należałoby wprowadzać parytety. To czysta polityka i ideologia; próba administracyjnego sterowania gospodarką, zupełnie jak w czasach sowieckich.
W gospodarce liczyć powinny się przede wszystkim kompetencje, doświadczenie i odpowiedzialność za wyniki przedsiębiorstwa. Jeśli zaczniemy zastępować te kryteria politycznymi parytetami, wkraczamy na drogę, na której o składzie zarządów firm decydować będą urzędnicy i ideologiczne cele Brukseli, a nie realne potrzeby rynku. Konsekwencją takich działań będzie oczywiście spadek jakości usług i kryzys gospodarczy, typowy dla gospodarek centralnie sterowanych. Nie łudźmy się bowiem, że eurokomuniści poprzestaną na parytetach. To tylko jeden z wielu kroków, które planują.
Polecamy również: Niemieccy kolejarze mają dość imigranckiej dziczy. Grożą zwolnieniami
Wspieraj Fundację Magna Polonia! 🇵🇱
Dziękujemy za pomoc prawną Kancelarii Prawnej Litwin: https://kancelaria-litwin.pl
Podoba Ci się to co robimy? Wesprzyj projekt Magna Polonia!





