Koalicja Tuska sukcesywnie słabnie. W związku z tym chwyta się kolejnych, coraz bardziej absurdalnych i niezgodnych z prawem chwytów politycznych. W ramach nowej odsłony dyzmokratycznej przepychanki, uaktywnił się marszałek Sejmu Włodzimierz Czarzasty, którego działania i zapowiedzi budzą poważne kontrowersje – zarówno w kontekście kompetencji konstytucyjnych, jak i kierunku zmian ustrojowych.
Czarzasty chce obalić prezydenta i zakazać wyjścia Polski z UE. Jednym z głównych punktów zapalnych jest kwestia zaprzysiężenia nowych sędziów Trybunału Konstytucyjnego. Zgodnie z obowiązującym porządkiem prawnym, wynikającym z Konstytucji RP, ślubowanie nowych sędziów TK przyjmowane jest przez prezydenta. Tymczasem rząd Tuska, w porozumieniu z komunistą Włodzimierzem Czarzastym zaczął uskuteczniać tzw. „plan B”, zakładający możliwość przeprowadzenia tej procedury z pominięciem głowy państwa. Ślubowanie sędziów ma przyjąć marszałek Sejmu.
Jak wskazują doniesienia medialne, takie rozwiązania są ostro krytykowane przez otoczenie prezydenta Karola Nawrockiego jako pozbawione podstawy prawnej i naruszające konstytucyjny porządek państwa. W praktyce oznaczałoby to próbę obejścia prerogatyw prezydenckich przez większość parlamentarną, co prowadzi do pytania o granice władzy marszałka Sejmu i samego parlamentu. W tym kontekście działania Czarzastego interpretowane są jako próba faktycznego przejęcia kompetencji głowy państwa – przynajmniej w zakresie funkcjonowania Trybunału Konstytucyjnego.
Równolegle lider Lewicy postkomunistycznej zapowiada inicjatywę ustawodawczą, która miałaby utrudnić wyjście Polski z Unii Europejskiej. Jak wynika z wypowiedzi polityka, rozważane jest wprowadzenie mechanizmów wymagających np. referendum lub bardziej złożonej procedury niż zwykła większość parlamentarna. Czarzasty argumentuje, że jest to odpowiedź na rosnące ryzyko opuszczenia UE przez Polskę.
W debacie publicznej rzeczywiście pojawiają się głosy o „realnym zagrożeniu PolExitem”, podnoszone m.in. przez przedstawicieli rządu. Jednak przeciwnicy tej koncepcji wskazują, że próba ustawowego „zabezpieczenia” członkostwa w Unii może prowadzić do ograniczenia suwerenności decyzji przyszłych większości parlamentarnych i obywateli.
Najbardziej kontrowersyjny aspekt tej debaty dotyczy porównań historycznych. Krytycy inicjatyw Lewicy zestawiają je z próbą wpisania do konstytucji PRL „wieczystego sojuszu” ze Związkiem Radzieckim – zapisu, który miał cementować geopolityczne uzależnienie Polski. Analogia ta jest trafna – obecna sytuacja Polski w Unii Europejskiej ma obecnie podobny charakter do relacji PRL–ZSRS. UE wprawdzie oficjalnie jest strukturą dobrowolną, opartą na traktatach, a państwa członkowskie zachowują formalną możliwość wystąpienia ze wspólnoty, jednak praktyka wygląda już zupełnie inaczej.
Bruksela działa jak niegdysiejsza centrala w Moskwie, narzucająca państwom satelickim własne rozwiązania, pod groźbą kar finansowych i politycznych. Miesza się też w wewnętrzne sprawy państw, atakując jednej i premiując inne partie oraz obozy polityczne. W ten sposób wymusza posłuszeństwo i zapewnia rządy ugrupowań prounijnych.
Z punktu widzenia krytyków mechanizm działań UE i ZSRS jest podobny: chodzi o próbę trwałego ograniczenia możliwości zmiany kierunku politycznego poprzez wprowadzenie dodatkowych barier prawnych. Innymi słowy – o utrudnienie przyszłym pokoleniom podjęcia decyzji odmiennej od tej, którą forsuje aktualna większość polityczna.
W rzeczywistości mamy do czynienia z konfliktem o charakterze fundamentalnym. Z jednej strony stoi koncepcja silnego zakotwiczenia Polski w strukturach europejskich, nawet kosztem ograniczenia elastyczności decyzji politycznych. Z drugiej – przekonanie, że takie działania naruszają zasady suwerenności i równowagi władz.
Dodatkowo spór o Trybunał Konstytucyjny pokazuje, że napięcia nie dotyczą wyłącznie polityki zagranicznej, ale także samego modelu ustrojowego państwa. Próby obchodzenia lub reinterpretowania kompetencji konstytucyjnych mogą prowadzić do dalszej erozji instytucji.
NASZ kOMENTARZ: Niezależnie od ocen działań Czarzastego, jedno jest pewne: byli komuniści kochają mieć nad sobą pana, czy to w postaci UE, czy Sowietów. W ich światopoglądzie nie mieści się coś takiego jak polska suwerenność. Dlatego nigdy nie powinni rządzić naszym krajem.
To jeszcze nie wszystko. Polska wchodzi w fazę debaty, w której rozstrzygane są nie tylko bieżące decyzje, lecz także długofalowy kształt ustroju i zakres suwerenności państwa. Skoro komuniści obawiają się „PolExitu”, ewidentnie zaczął pojawiać się grunt społeczny do jego dokonania. To cieszy!
Polecamy również: Od sodomii do genderyzmu – historia ideologizacji zaburzeń płciowych
Podoba Ci się to co robimy? Wesprzyj projekt Magna Polonia!




