Zwycięstwo ugrupowania TISZA na Węgrzech to wydarzenie o znaczeniu wykraczającym daleko poza samą scenę polityczną w Budapeszcie. Oznacza ono bowiem nie tylko zmianę władzy, lecz także potencjalne odwrócenie strategicznego kursu państwa, które przez lata było jednym z głównych hamulcowych unijnej polityki centralizacji i bezwarunkowego wsparcia dla skorumpowanej Ukrainy. To także jasny krok w kierunku eskalacji, a być może nawet wojny z Rosją.
Co będzie z Węgrami po zwycięstwie Petera Magyara? 16-letnie rządy Viktor Orbán charakteryzowały się wyraźnym dystansem wobec Unii Europejskiej oraz konsekwentnym sprzeciwem wobec eskalacji konfliktu na Wschodzie. Budapeszt blokował lub opóźniał kolejne pakiety finansowe i militarne dla Kijowa, wskazując na ich koszty dla europejskich gospodarek, ukraińską arogancję i ryzyko wciągnięcia kontynentu w bezpośrednią konfrontację z Rosją.
Zmiana władzy w Budapeszcie oznacza, że ten kierunek może ulec zasadniczej korekcie. TISZA, określana często jako „węgierska Platforma Obywatelska”, prezentuje wyraźnie bardziej prounijną i liberalną agendę. W praktyce oznacza to większą gotowość do współpracy z Brukselą, akceptację dla pogłębiania centralizacji oraz – co szczególnie istotne – odejście od polityki blokowania unijnych decyzji finansowych.
W konsekwencji można się spodziewać, że Węgry przestaną pełnić rolę państwa równoważącego najbardziej radykalne pomysły w UE. To otwiera drogę do sprawniejszego uruchamiania kolejnych transz wsparcia dla Ukrainy, liczonych w dziesiątkach miliardów euro. Z perspektywy krytyków tej polityki oznacza to likwidację ostatniej realnej bariery dla niekontrolowanego transferu środków publicznych na rzecz państwa ogarniętego wojną i głębokim kryzysem korupcyjno-instytucjonalnym.
Nowy kurs Budapesztu będzie miał również konsekwencje dla relacji regionalnych. Dotychczasowa oś współpracy Warszawa–Budapeszt, mimo licznych napięć w ostatnich latach, opierała się (głównie w czasach rządów PiS) na wspólnym sprzeciwie wobec części unijnych mechanizmów oraz na sceptycyzmie wobec eskalacji stricte wojennej z Rosją. Zwycięstwo TISZY może tę oś definitywnie rozbić. Węgry staną się raczej częścią głównego nurtu polityki unijnej niż partnerem do budowania alternatywnego bloku państw Europy Środkowej.
Pomimo wyraźnego zadowolenia obozu Donalda Tuska ze zwycięstwa Petera Magyara (w swoim komentarzu powyborczym, szef rządu warszawskiego napisał obelżywe hasło: „Rosjanie do domu”), dla Polski jego wygrana oznacza osłabienie pozycji negocjacyjnej w UE. Brak sojusznika o zdecydowanym podejściu wobec unijnych absurdów utrudni blokowanie niekorzystnych rozwiązań oraz ograniczy możliwości prowadzenia bardziej niezależnej polityki zagranicznej.
Najgroźniejsze jest to, że zwycięstwo TISZY może przyspieszyć proces centralizacji Unii, w którym głos państw regionu będzie miał coraz mniejsze znaczenie oraz fakt, że rezygnacja Węgier z dotychczasowej roli hamulcowego zwiększa prawdopodobieństwo dalszej eskalacji zaangażowania UE w konflikt ukraiński. Coraz większe wsparcie finansowe, logistyczne i militarne dla Kijowa przybliża scenariusz, w którym Europa stanie się bezpośrednią stroną konfrontacji z Rosją – nie tylko politycznie, ale także w wymiarze czysto militarnym.
Podsumowując: krótkoterminowo zwycięstwo TISZY i Magyara przyniesie odblokowanie przez Brukselę kilku programów finansowych dla Węgier (tak jak po zwycięstwie Tuska ostentacyjnie odblokowano Polsce KPO, wydane potem przez „znajomych królika” na jachty i klub swingersów).
Długoterminowo nie będzie to jednak tylko zmiana rządu w jednym z małych, europejskich państw, ale raczej sygnał głębszej transformacji układu sił w Europie, w której maleje przestrzeń dla polityki suwerennościowej, a rośnie znaczenie kursu konfrontacyjnego i centralistycznego. Węgry, które jeszcze niedawno były symbolem oporu wobec tego trendu, mogą stać się jego aktywnym uczestnikiem.
Polecamy również: Afera Giertycha. Czy jego środowisko to „ruscy agenci”?
Podoba Ci się to co robimy? Wesprzyj projekt Magna Polonia!





