Feminizacja drogą do upadku cywilizacji

Zobacz, jak było na konferencji — zapis live ZAPIS LIVE — ZOBACZ, JAK BYŁO II Powojenna Konferencja Żydoznawcza Obejrzyj nagrania →

Czy zachodnia cywilizacja staje się coraz bardziej sfeminizowana? Nie chodzi tutaj wyłącznie o rosnącą liczbę kobiet na stanowiskach kierowniczych, w polityce, mediach czy instytucjach państwowych. Chodzi o coś znacznie głębszego: zmianę sposobu funkcjonowania całego społeczeństwa, jego instytucji, mechanizmów podejmowania decyzji i granic dopuszczalnej debaty. Zmianę, która może mieć poważne konsekwencje dla przyszłości zachodniego świata.

Czy feminizacja jest drogą do upadku cywilizacji? Warto w tym kontekście zwrócić uwagę na esej Helen Andrews zatytułowany „The Great Feminization”. Publikacja wywołała burzliwą dyskusję w zachodnich mediach i stała się jednym z szerzej komentowanych tekstów dotyczących przemian kulturowych Zachodu. Andrews stawia w nim wartą rozważenia tezę: kluczowe zachodnie instytucje – uniwersytety, redakcje prasowe, korporacje, a nawet sądownictwo – przekroczyły punkt, w którym kobiety zaczęły stanowić większość. Wraz ze zmianą proporcji płci miała nastąpić również zmiana kultury organizacyjnej.

Autorka odwołuje się do różnic psychologicznych między kobietami i mężczyznami, których źródeł poszukuje zarówno w biologii, jak i ewolucji. W dużym uproszczeniu kobiety częściej przywiązują wagę do relacji społecznych, akceptacji grupy i budowania konsensusu, podczas gdy mężczyźni wykazują większą skłonność do rywalizacji, podejmowania ryzyka i forsowania zasad nawet wbrew opinii otoczenia. Oczywiście są to pewne tendencje statystyczne, a nie sztywne reguły opisujące każdego człowieka.

Zdaniem Andrews problem zaczyna się wtedy, gdy określony model zachowań staje się dominujący w instytucjach, które powinny kierować się przede wszystkim obiektywnymi kryteriami. Feminizacja prowadzi do tego, że merytoryczny spór  o usprawnienie zarządzania, ulepszenie konstrukcji itd. ustępuje miejsca poszukiwaniu porozumienia, konfrontacja argumentów zostaje zastąpiona troską o emocjonalne bezpieczeństwo, a podejmowanie ryzyka przegrywa z unikaniem konfliktów. W rezultacie coraz większe znaczenie zyskuje nie to, kto ma rację, ale to, czyje uczucia mogą zostać urażone.

Andrews dostrzega w tym również źródła kultury woke i cancel culture. Publiczny ostracyzm, wykluczanie osób prezentujących niepopularne poglądy czy wywieranie presji na instytucje, aby odcinały się od niewygodnych ludzi, interpretuje jako mechanizm przypominający kobiecą strategię utrzymywania społecznej kontroli wewnątrz grupy. Nie chodzi przy tym o to, że kobiety są z natury mniej racjonalne czy niezdolne do twardego sporu. Chodzi o niebezpieczeństwo sytuacji, w której emocjonalna akceptacja i grupowa lojalność stają się ważniejsze od prawdy, wolności słowa i sprawiedliwych zasad.

Warto zastanowić się, ile jest dzisiaj tematów, o których właściwie nie wolno już rozmawiać. Dobrym przykładem jest niedawna dyskusja dotycząca kobiet w policji. Zamiast merytorycznej debaty o wymaganiach fizycznych, standardach rekrutacji i ich ewentualnym obniżaniu, otrzymaliśmy przede wszystkim emocjonalne reakcje i oskarżenia.

Sławomir Mentzen przedstawił materiał, w którym zwracał uwagę na zmianę poziomu wymagań stawianych kandydatom. Można się z jego wnioskami zgadzać lub nie, ale należałoby przede wszystkim sprawdzić przedstawione argumenty. Tymczasem zasadnicza dyskusja o samych kryteriach została zepchnięta na dalszy plan. Na pierwszy zostały wysunięte argumenty pozamerytoryczne, czyli zranione uczucia policjantek. Dlaczego tak trudno rozmawiać o tym, czy funkcjonariusze wykonujący te same zadania powinni spełniać identyczne wymagania?

Podobny mechanizm obserwujemy w debacie o imigracji. W Wielkiej Brytanii spór o dostęp do danych dotyczących przestępczości i narodowości sprawców stał się przedmiotem cenzury medialnej. Zamiast potraktować transparentność statystyk jako warunek rzetelnej dyskusji o bezpieczeństwie, władze podjęły działania prawne zmierzające do zablokowania ich ujawnienia. To sytuacja karygodna. Jeżeli dane są niewygodne, tym bardziej należy je ujawniać i zbadać, a nie ukrywać i udawać, że wszystko jest w porządku. Bez wiarygodnych informacji nie da się rozpoznać danego problemu, ani zaproponować rozwiązań.

Kolejnym obszarem jest demografia. Europa przeżywa głęboki kryzys dzietności. Coraz więcej kobiet koncentruje się na edukacji, karierze zawodowej i samorealizacji, a decyzja o macierzyństwie jest odkładana na później lub dochodzi do całkowitej rezygnacji. Nie można udawać, że przemiany modelu życia rodzinnego nie mają konsekwencji demograficznych. Równocześnie obserwujemy różnice w dzietności między poszczególnymi grupami ludności, także wśród społeczności imigranckich. To również temat wymagający rzeczowej analizy, a nie automatycznego zamykania dyskusji za pomocą oskarżeń o „ksenofobię”.

Właśnie tutaj dochodzimy do być może najważniejszego problemu. Feminizacja Zachodu doprowadziłą do sytuacji, w której stworzono cały słownik pojęć służących nie opisywaniu rzeczywistości, lecz dyskwalifikowaniu rozmówcy. Islamofobia, dezinformacja, ruska propaganda, mizoginia, rasizm, mowa nienawiści, skrajna prawica, radykalizm – każde z tych określeń może opisywać realne zjawisko. Faktycznie jednak stają się one automatyczną odpowiedzią na niewygodne pytania.

Zamiast odpowiedzieć na argument, wystarczy przypisać przeciwnikowi odpowiednią etykietę. Dyskusja zostaje zakończona, a osoba zadająca pytania musi się tłumaczyć i to często z tego, że nie jest wielbłądem.

Trzeba spojrzeć pawdzie w oczy – esej Helen Andrews należy potraktować jako słuszną diagnozę obecnych problemów cywilizacyjnych Zachodu. Feminizacja życia społecznego i gospdoarczego doprowadziła do realnego pogorszenia jakości funkcjonowania instytucji i usług oraz debaty publicznej. Dzięki niej współczesne społeczeństwa zaczęły przedkładać emocjonalny komfort nad prawdę, konsensus nad zasadami, a społeczną akceptację nad odwagę mówienia niewygodnej prawdy.

Cywilizacja potrzebuje zarówno empatii, jak i bezwzględnego niekiedy egzekwowania zasad. Potrzebuje zdolności do współpracy, ale również gotowości do konfliktu, kiedy stawką jest prawda, dobro i piękno. Uniwersytet, sąd, redakcja czy policja nie mogą funkcjonować jak grupy wsparcia, w których najważniejsze jest, aby nikt nie poczuł się urażony. Ich zadaniem nie jest zapewnianie wszystkim dobrego samopoczucia, lecz realizowanie określonych celów i przestrzeganie obiektywnych standardów.

Niestety, dochodzimy do momentu, w którym strach przed społecznym ostracyzmem jest silniejszy niż gotowość do wypowiadania niewygodnych prawd. I nie jest to problem wyłącznie kobiet. Feminizacja to problem całej cywilizacji, która powoli traci zdolność do samokrytyki, rozwiązywania konfliktów i korygowania własnych błędów. Co więcej, ma to być wręcz zakazane, przez wprowadzanie kolejnych ustaw o „mowie nienawiści”. Społeczeństwo, które nie potrafi  i wręcz nie może pod rygorem karnym rozmawiać o swoich problemach, prędzej czy później przestaje być zdolne do ich rozwiązywania.

Polecamy również: Ukraińska prowokacja pod polską ambasadą

MAGNA POLONIA NA E-MAIL Nie przegap najważniejszych tekstów.

Najważniejsze publikacje, nowe wydania i informacje o naszych działaniach bezpośrednio na Twoją skrzynkę.

FUNDACJA MAGNA POLONIA

Magna Polonia istnieje dzięki Czytelnikom.

Jeśli ten tekst był dla Ciebie wartościowy, pomóż nam finansować portal, wydawanie książek, działalność kulturalną i kolejne projekty Fundacji.

1,400 zł8%
Cel: 18,000 zł · brakuje 16,600 zł
Zobacz darczyńców tego miesiąca →
POLECAMY Kancelaria Litwin Potrzebujesz wsparcia prawnego? Sprawdź ofertę kancelarii, którą polecamy naszym Czytelnikom. Przejdź do strony →