Muzułmanka zabiła kobietę. Służby pozwoliły jej uciec

II Powojenna Konferencja Żydoznawcza GŁÓWNE WYDARZENIE MAGNA POLONIA II Powojenna Konferencja Żydoznawcza Program i szczegóły →

Są sytuacje, w które naprawdę trudno uwierzyć, że dzieją się w Polsce w 2026 roku. Nie dlatego, że państwu brakuje odpowiednich służb, narzędzi prawnych czy informacji, ale dlatego, że instytucje powołane do pilnowania porządku jaby celowo nie dostrzegają powagi sytuacji. Tragiczna historia z warszawskiego Ursynowa jest właśnie takim przypadkiem. 46-letnia Natalia Borukhava została śmiertelnie potrącona na przejściu dla pieszych. Podejrzana o spowodowanie wypadku obywatelka Tadżykistanu opuściła Polskę, zanim organy ścigania skutecznie zabezpieczyły jej obecność na potrzeby postępowania.

Muzułmanka zabiła w Polsce kobietę i uciekła. Do tragedii doszło 1 czerwca 2026 roku w pobliżu alei Komisji Edukacji Narodowej w samym centrum Warszawy. Według relacji świadków i opisu nagrań monitoringu taksówka marki Toyota potrąciła Ukrainkę Natalię Borukhavę na przejściu dla pieszych. Samochód miał uderzyć w kobietę dwukrotnie, a następnie przygnieść ją do stojącego obok BMW, co świadczy o celowym działaniu. Poszkodowana doznała rozległych obrażeń wewnętrznych i przeszła pięć operacji. Przez ponad dwa tygodnie lekarze walczyli o jej życie. Zmarła 16 czerwca, pozostawiając męża i dwie córki.

Najbardziej bulwersujący jest jednak nie tylko sam przebieg tragedii, lecz także to, co wydarzyło się później. Jak ustaliła Wirtualna Polska, już dzień po wypadku policja miała informację, że poszkodowana znajduje się w stanie zagrażającym życiu. Mimo to przez pierwsze dwa tygodnie nie przesłuchano kierującej, nie zabezpieczono jej telefonu i nie sprawdzono jej statusu pobytowego. Dopiero śmierć ofiary doprowadziła do wszczęcia śledztwa i zintensyfikowania czynności.

17 czerwca, dzień po śmierci Natalii, podejrzana muzułmanka opuściła Polskę. Dwa dni później prokurator przedstawił jej zaocznie zarzut spowodowania wypadku ze skutkiem śmiertelnym i zarządził zatrzymanie. Nie wystąpiono jednak wcześniej o zakaz opuszczania kraju ani o zatrzymanie paszportu. Co więcej, prokuratura miała dowiedzieć się o wyjeździe kobiety dopiero we wrześniu. Według publikacji WP dokumenty wskazywały, że podejrzana otrzymała wizę w związku z pracą w firmie budowlanej w Szczecinie, podczas gdy w Warszawie miała prowadzić taksówkę. Jak widzimy, na sprawę nakładają się też machlojki wizowe.

To nie jest drobne uchybienie administracyjne. To sprawa, w której należało przewidzieć ryzyko, że osoba podejrzana o przestępstwo zagrożone poważnymi konsekwencjami może wyjechać za granicę. Kiedy stawką jest odpowiedzialność za śmierć człowieka, opieszałość instytucji nie może być tłumaczona zwykłym niedopatrzeniem. Tym bardziej że, jak wynika z relacji medialnych, podejrzana nie miała zostać zatrzymana bezpośrednio po wypadku, a późniejsze działania nie zapobiegły jej wyjazdowi.

Prokuratura tłumaczy, że zastosowanie zakazu opuszczania kraju i zatrzymanie paszportu wymagały wcześniejszego przesłuchania podejrzanej. W praktyce muzułmanka dostała dużo czasu na spakowanie się i ucieczkę z naszego bantustanu. Powstało więc błędne koło: nie zabezpieczono podejrzanej na początku, a następnie brak tego zabezpieczenia miał utrudnić zastosowanie kolejnych środków. Policja wskazuje z kolei na przekazanie materiałów prokuraturze. Rodzina zmarłej teoretycznie ma prawo pytać, dlaczego instytucje nie zadziałały odpowiednio, ale co ma wynikać z tych pytań? Nikt nie przyzna się przecież do winy.

Miejsce pobytu podejrzanej pozostaje aktualnie nieznane. Jeżeli muzułmanka wróciła do Tadżykistanu, jej sprowadzenie do Polski może okazać się trudne, ze względu na brak umowy ekstradycyjnej między państwami. Oznacza to ryzyko, że postępowanie w sprawie śmierci polskiej mieszkanki Warszawy napotka przeszkody, których można było uniknąć dzięki sprawniejszemu działaniu służb.

Na tym tle sprawa nabiera szerszego znaczenia. W Polsce narasta problem przestępczości popełnianej przez cudzoziemców, a wraz z nim pytanie, czy państwo potrafi skutecznie egzekwować prawo wobec osób, które nie mają w kraju trwałych więzi i mogą stosunkowo łatwo wyjechać za granicę. Według danych przywołanych przez „Rzeczpospolitą” w 2025 roku ponad 17,5 tysiąca cudzoziemców było podejrzanych o popełnienie przestępstw, o około tysiąc więcej niż rok wcześniej. Lawinowo rośnie również liczba wypadków drogowych spowodowanych przez obcokrajowców.

Niepokojąca jest przede wszystkim sytuacja, w której obcokrajowiec może liczyć na bezradność aparatu państwowego, a w konsekwencji uniknąć postawienia przed wymiarem sprawiedliwości. Łagodne traktowanie, opóźnienia w działaniach albo brak skutecznego ścigania w praktyce prowadzą do poczucia bezkarności. W sprawach z udziałem imigrantów społeczeństwo obserwuje wyroki oceniane jako rażąco łagodne. Tutaj mamy do czynienia z jeszcze poważniejszym problemem: podejrzana o zabójstwo po prostu wyjechała, pokazując polskojęzycznym służbom środkwoy palec.

Chodzi o elementarną zasadę równości wobec prawa. Obywatel Polski nie powinien mieć wrażenia, że jego bezpieczeństwo i sprawiedliwość dla jego rodziny przegrywają z proceduralną niemocą instytucji, które są silne wobec Polaków, słabe wobec cudzoziemców.

Państwo, które wpuszcza obcych na swoje terytorium musi być przygotowane nie tylko na ich pracę i pobyt, lecz także na skuteczne reagowanie, gdy pojawiają się podejrzenia popełnienia poważnych przestępstw. Kontrola legalności pobytu, szybkie ustalanie tożsamości, zabezpieczanie dowodów i stosowanie przewidzianych prawem środków zapobiegawczych, wbrew zdaniu lewaków i samych imigrantów, nie są przejawem rasizmu. Są podstawowymi obowiązkami instytucji odpowiedzialnych za bezpieczeństwo.

NASZ KOMENTARZ: Najgorsze, co można zrobić, to uznać tę historię za kolejny „niefortunny zbieg okoliczności”. Nie, to nie jest przypadek, to już powoli reguła. Jeżeli instytucje państwa nie wyciągną konsekwencji i nie zmienią praktyki działania, podobne przypadki będą coraz bardziej podważać zaufanie Polaków do wymiaru sprawiedliwości. Czy naprawdę o to chodzi decydentom z Warszawy?

Polecamy również: Druk 3003: Rząd chce zamrażać majątki i kneblować usta

MAGNA POLONIA NA E-MAIL Nie przegap najważniejszych tekstów.

Najważniejsze publikacje, nowe wydania i informacje o naszych działaniach bezpośrednio na Twoją skrzynkę.

FUNDACJA MAGNA POLONIA

Magna Polonia istnieje dzięki Czytelnikom.

Jeśli ten tekst był dla Ciebie wartościowy, pomóż nam finansować portal, wydawanie książek, działalność kulturalną i kolejne projekty Fundacji.

7 143 zł39%
Cel: 18 200 zł · brakuje 11 057 zł
Zobacz darczyńców tego miesiąca →
POLECAMY Kancelaria Litwin Potrzebujesz wsparcia prawnego? Sprawdź ofertę kancelarii, którą polecamy naszym Czytelnikom. Przejdź do strony →