Donald Trump po raz kolejny wzbudził zainteresowanie swoim wpisem w mediach społecznościowych. Prezydent Stanów Zjednoczonych, który wyśmiewał wpadki i niedołężność swojego poprzednika, opublikował na platformie Truth Social grafikę przedstawiającą powierzchnię Księżyca oraz amerykańską flagę. Na obrazie znalazł się napis: „The Moon Is Ours” – „Księżyc jest nasz”.
Trump prywatyzuje księżyc dla USA. Publikacja prezydenta szybko została odebrana jako deklaracja, że Stany Zjednoczone roszczą sobie wyłączne prawa do posiadania Księżyca. Wpis pojawił się w momencie, gdy jego administracja zdecydowanie zwiększa nacisk na rozwój amerykańskich zdolności kosmicznych.
Jednym z nowych przedsięwzięć jest plan utworzenia United States Space Academy – państwowej uczelni wzorowanej częściowo na amerykańskich akademiach wojskowych. Studia miałyby trwać cztery lata i być bezpłatne, a absolwenci nie musieliby odbywać klasycznej czynnej służby wojskowej. Mogliby natomiast realizować swoje zobowiązania poprzez pracę między innymi w NASA lub innych instytucjach federalnych.
Rozporządzenie wykonawcze podpisane przez Trumpa 28 sierpnia przewiduje, że uczelnia ma przygotowywać przyszłych astronautów, naukowców, inżynierów, operatorów, przedsiębiorców, urzędników oraz żołnierzy. Za opracowanie szczegółowych założeń projektu odpowiadać ma komisja kierowana przez administratora NASA Jareda Isaacmana. Na razie nie wiadomo jeszcze, gdzie akademia miałaby zostać zlokalizowana, ilu studentów przyjmować ani jakie będą kryteria rekrutacji.
Pomysł wpisuje się w szerszą strategię administracji Trumpa dotyczącą amerykańskiej obecności w przestrzeni kosmicznej. Jednym z jej celów jest powrót amerykańskich astronautów na Księżyc oraz rozwijanie infrastruktury umożliwiającej długotrwałą obecność USA poza Ziemią. Trump mówił również o ambicji wysłania Amerykanów na Marsa.
Problem w tym, że nawet gdyby prezydent USA rzeczywiście chciał ogłosić Księżyc amerykańskim terytorium, napotkałby na bardzo poważną przeszkodę w postaci prawa międzynarodowego. Podstawowym dokumentem regulującym tę kwestię jest Układ o zasadach działalności państw w zakresie badań i użytkowania przestrzeni kosmicznej, w tym Księżyca i innych ciał niebieskich z 1967 roku, znany jako Outer Space Treaty.
Jego postanowienia wykluczają możliwość zawłaszczenia przestrzeni kosmicznej oraz ciał niebieskich przez poszczególne państwa. Państwo nie może ustanowić swojej suwerenności nad Księżycem poprzez samo zajęcie jego powierzchni, wykorzystanie danego obszaru czy wysunięcie jednostronnego roszczenia terytorialnego. Co istotne, Stany Zjednoczone same są stroną tego traktatu.
Oznacza to, że amerykańska flaga umieszczona na powierzchni Księżyca nie jest odpowiednikiem flagi zatkniętej na zdobytym terytorium. Lądowanie Apollo 11 i kolejne misje księżycowe były ogromnym sukcesem Stanów Zjednoczonych w rywalizacji kosmicznej, ale nie stworzyły amerykańskiego tytułu własności do Księżyca. W praktyce sytuacja jest więc dość paradoksalna: USA mają bezsprzecznie ogromne osiągnięcia w eksploracji Księżyca, ale z punktu widzenia prawa międzynarodowego nie mogą powiedzieć, że jest on ich terytorium.
Wypowiedź prezydenta należy również rozpatrywać w kontekście jego charakterystycznej wizji amerykańskiej ekspansji. Podczas inauguracji Trump mówił o realizacji „Objawionego Przeznaczenia” Stanów Zjednoczonych wśród gwiazd. W jego polityce kosmicznej eksploracja przestrzeni kosmicznej łączy się więc nie tylko z nauką, ale również z ambicjami technologicznymi, gospodarczymi i strategicznymi.
Jednocześnie pozostaje pytanie, na ile wpis o „naszym” Księżycu był poważną deklaracją, a na ile kolejnym przykładem charakterystycznej dla Trumpa komunikacji politycznej w mediach społecznościowych. Sama grafika nie zmienia statusu prawnego Księżyca i nie ustanawia nad nim amerykańskiej suwerenności.
Nie zmienia to jednak faktu, że w zestawieniu z rozwijaniem amerykańskich programów kosmicznych i planami powrotu astronautów na Księżyc wpis Trumpa nabiera dodatkowego znaczenia. Pokazuje bowiem sposób, w jaki prezydent przedstawia amerykańskie ambicje kosmiczne: nie jako odległą wizję, lecz jako kolejną granicę, którą Stany Zjednoczone zamierzają przekroczyć.
Pozostaje tylko pytanie, co na taką deklarację powiedziałby Jan Onufry Zagłoba. W „Potopie” Sienkiewicza, gdy Szwedzi proponują Janowi Zamoyskiemu województwo lubelskie, Zagłoba odpowiada z właściwą sobie ironią: „Ofiaruj, wasza dostojność, królowi szwedzkiemu w zamian Niderlandy”. Zamoyski podchwytuje żart i odpowiada, że ofiaruje królowi szwedzkiemu właśnie Niderlandy.
Trudno oprzeć się wrażeniu, że podobny dialog mógłby dziś wyglądać następująco: skoro Trump ofiarowuje Amerykanom Księżyc, ktoś mógłby mu w rewanżu zaproponować… Niderlandy. Problem w tym, że Zagłoba przynajmniej doskonale wiedział, iż oferuje rzecz, do której nie ma żadnych praw. Trump najwyraźniej uznał, że w polityce kosmicznej można wszystko, może nawet rozdawać „ciała niebieskie”.
W każdym razie „obiecać nic nie kosztuje”.
Polecamy również: Warszawa liderem 'tranzycji” w Europie. Szokujące ustalenia
Podoba Ci się to co robimy? Wesprzyj projekt Magna Polonia!




