Felietony Polska Wiadomości

Feminizm miał dać wolność. Przyniósł samotność

Podoba Ci się to co robimy? Wesprzyj projekt Magna Polonia!

Brytyjska publicystka Poppy Sowerby opublikowała w UnHerd tekst, który w Polsce najprawdopodobniej wywołałby natychmiastową burzę, ponieważ zamiast kolejny raz opowiadać kobietom, że ich największym problemem jest patriarchat, postanowiła zadać znacznie bardziej niewygodne pytanie: co się stanie, jeżeli pokolenie kobiet wychowanych w kulturze „girlpower” i zawodowej samorealizacji odkryje około czterdziestki, że część rzeczy, które miały przyjść „później”, w ogóle nie przychodzą?

Feminizm miał dać wolność, a skończyło się jak zwykle. Sowerby nie twierdzi, że kobiety powinny porzucić edukację, pracę czy ambicje, ani że każda kobieta powinna zostać żoną i matką, lecz krytykuje model kulturowy, który przedstawia niezależność jako najwyższą formę wyzwolenia, pracę jako element tożsamości, a związki i macierzyństwo jako jedną z wielu opcji, które można spokojnie odłożyć na później. Problem w tym, że życie nie jest aplikacją, w której każdą decyzję można bezterminowo przełożyć na później, ponieważ pracę można zmienić po czterdziestce, ale biologii nie da się negocjować z taką samą skutecznością.

I właśnie tutaj kończy się atrakcyjna opowieść o „girlboss”, a zaczyna rachunek rzeczywistości. Pokolenie milenialsów, którego najstarsi przedstawiciele mają dziś ponad 40 lat, zaczyna doświadczać konsekwencji przemian, które jeszcze dekadę temu przedstawiano im jako triumf wolności: późniejszych małżeństw, późniejszego rodzicielstwa, rosnącej liczby osób żyjących samotnie oraz coraz większego dystansu między kobietami i mężczyznami. W 2024 roku dzietność w całej Unii Europejskiej spadła do rekordowo niskiego poziomu 1,34 dziecka na kobietę, a średni wiek urodzenia pierwszego dziecka wynosił już 29,9 roku.

W ten sposób jedną z głównych przyczyn kryzysu demograficznego jest feminizm. Oczywiście ważne są też ceny mieszkań, niestabilność zatrudnienia, koszty wychowania dzieci, wydłużona edukacja, zmiany modelu rodziny czy trudność pogodzenia pracy z rodzicielstwem. Problem polega jednak na czymś innym — kultura „możesz mieć wszystko” bardzo długo mówiła o prawach i możliwościach, znacznie rzadziej mówiąc o obowiązkach, biologicznych ograniczeniach oraz o tym, że co do zasady nie wszystkie życiowe wybory można odkładać bez konsekwencji.

Co szczególnie interesujące, Sowerby nie obwinia za ten stan rzeczy wyłącznie kobiet. Jej zdaniem kryzys dotyczy całej relacji między płciami, ponieważ Internet, który miał ludzi łączyć, stworzył również osobne światy kulturowe dla kobiet i mężczyzn, w których każda strona coraz częściej słyszy, że druga jest problemem. Kobieta otrzymuje komunikat, że mężczyźni są toksyczni i niepotrzebni, a mężczyzna — że współczesne kobiety są roszczeniowe i niezdolne do lojalności. Następnie obie nastawione przeciwko sobie strony mają spotkać się na aplikacji randkowej i zbudować trwały związek, co wywołuje kolejną falę frustracji.

To właśnie ten element argumentacji jest szczególnie wart przeniesienia na polski grunt. Polska znajduje się bowiem w sytuacji paradoksalnej: z jednej strony ma jedną z najniższych dzietności w Europie — w 2024 roku współczynnik dzietności wyniósł około 1,10 — a pierwsze dziecko pojawia się coraz później. Z drugiej strony w polskiej przestrzeni medialnej nadal bardzo mocno obecny jest przekaz, według którego podstawową drogą samorealizacji młodej kobiety powinny być edukacja, kariera, niezależność ekonomiczna i maksymalizacja własnych możliwości, a zatem czynniki, które zmniejszają dzietność.

Nie ma nic złego w żadnym z tych elementów osobno. Problem zaczyna się wtedy, kiedy cała kultura zaczyna przedstawiać je jako oczywistą hierarchię wartości, w której rodzina jest najniżej w hierarchi – jest czymś, co można „zrobić później”. Samo macierzyństwo bywa przedstawiane przede wszystkim jako ograniczenie, przeszkoda w rozwoju albo ryzyko utraty zawodowej pozycji.

Dlatego też Polska w przyszłości znajdzie się dokładnie w tym samym miejscu, w którym dziś znajduje się zachodnie pokolenie milenialsów: z kobietami, które osiągnęły wyższe wykształcenie, większą niezależność i większe możliwości niż pokolenia ich matek, ale jednocześnie z coraz większą liczbą osób, które nie zbudowały trwałych relacji i nie mają dzieci, mimo że wcześniej wcale nie musiały tego planować.

Możemy bez końca powtarzać młodym kobietom, że powinny inwestować w siebie, rozwijać karierę i „niczego nie robić pod presją społeczeństwa”, ale jeżeli równocześnie nie będziemy mówić o wartości trwałych związków, rodziny, odpowiedzialności i o biologicznych ograniczeniach płodności, to tworzymy nie pełną wolność, lecz wolność pozbawioną instrukcji obsługi.

Sowerby trafia więc w znacznie szerszy problem niż sam feminizm. Pytanie nie brzmi bowiem, czy kobieta powinna być „girlboss”, czy „trad wife”. Pytanie brzmi, czy współczesna kultura potrafi zaoferować młodym ludziom coś pomiędzy tymi skrajnościami: życie, w którym ambicja zawodowa nie musi oznaczać rezygnacji z rodziny, a rodzina nie musi oznaczać rezygnacji z własnych aspiracji.

Polecamy również: Rząd brytyjski poucza nachodźców, że gwałcenie dzieci jest złe

Podoba Ci się to co robimy? Wesprzyj projekt Magna Polonia!