O roztropności w polityce zagranicznej. Kilka uwag do przemówienia Prezydenta
6 sierpnia 2026 roku, w pierwszą rocznicę zaprzysiężenia, Prezydent Rzeczypospolitej Karol Nawrocki wygłosił przemówienie, w którym sporo miejsca poświęcił polityce zagranicznej i bezpieczeństwu Polski. Przyjrzyjmy się tym fragmentom w świetle nauki Świętego Tomasza o roztropności.
W polityce zagranicznej dobre intencje i mocne słowa nie wystarczą. Potrzebny jest trafny sąd, umiejętność przewidywania skutków i zabezpieczenia własnego państwa. Zobaczmy więc, czy tej miary w przemówieniu dochowano.
Święty Tomasz mówi o szczególnej prudentia regnativa – roztropności właściwej rządzącemu. Człowiek stojący na czele państwa odpowiada nie za własną korzyść, lecz za dobro całej wspólnoty, dlatego musi umieć patrzeć dalej niż na doraźny zysk. Do części roztropności Tomasz zalicza między innymi memoria – pamięć doświadczenia, providentia – przewidywanie, circumspectio – ogląd wszystkich istotnych okoliczności oraz cautio – ostrożność wobec możliwego niebezpieczeństwa. Władcy szczególnie potrzebne są zaś dwie cnoty: roztropność i sprawiedliwość.
Polska posiada przy tym rzecz bezcenną – doświadczenie. Zapłaciliśmy za nie tak wysoką cenę, że nierozumnie byłoby z niego nie korzystać.
A zatem przypatrzmy się, jak ta nauka wygląda w zetknięciu z konkretnymi słowami Prezydenta.
- „Ze szczytu w Ankarze wróciliśmy z zagwarantowaniem jedności sojuszniczej i przez Amerykanów, i przez wszystkich członków Sojuszu Północnoatlantyckiego”.
Błąd: zbyt wielka pewność wobec rzeczy, która z natury pozostaje zależna od cudzej woli.
Nie ma nic nierozumnego w szukaniu sojuszników. Przeciwnie, państwo położone między większymi potęgami powinno ich mieć. Prezydent słusznie zabiega też o dobre stosunki regionalne (pytanie czy z wszystkimi) i o silną pozycję Polski wobec Stanów Zjednoczonych. Problem zaczyna się wtedy, gdy polityczna deklaracja sojusznika zaczyna w języku państwowym nabierać cech pewnika. W przemówieniu obok „jedności sojuszniczej” pojawia się przecież również stała obecność wojsk amerykańskich i projekt Fortu Trump.
Tutaj Święty Tomasz postawiłby przed Prezydentem memoria. Bo pamięć wg. św. Tomasza nie jest sentymentalnym oglądaniem dawnych fotografii. Jest doświadczeniem, z którego trzeba wyciągać wniosek dla przyszłości. Św. Tomasz pisze wprost, że przeszłość jest potrzebna do dobrego radzenia o rzeczach przyszłych.
W 1939 roku konwencja wojskowa z Francją przewidywała rozpoczęcie ofensywy głównymi siłami w ciągu piętnastu dni od mobilizacji. Polskie rachuby wojenne uwzględniały tę pomoc. Rzeczywistość okazała się inna. Potem Polacy przez lata bili się u boku aliantów, a w Jałcie o przyszłości Polski rozmawiali Roosevelt, Churchill i Stalin.
Nie wynika z tego, że sojusz jest nic niewart. Wynika z tego coś dojrzalszego: sojusz jest narzędziem polityki polskiej, a nie fundamentem istnienia Polski. Państwo może korzystać z cudzej siły. Nie wolno mu pod żadnym pozorem własnego losu powierzyć cudzej woli.
- „Interesem Polski jest to, aby Ukraina i żołnierze ukraińscy […] jak najdalej ich trzymali od Polski, taka jest strategia państwa polskiego”.
Błąd: zbyt prosty obraz naszego położenia i brak pełnego oglądu okoliczności – circumspectio
Polska już graniczy z Federacją Rosyjską. Lądowa granica z obwodem królewieckim liczy 210 kilometrów. Od wschodu, na odcinku 430 kilometrów, graniczymy również z Białorusią – bliskim sojusznikiem Rosji, z którą tworzy ona Państwo Związkowe i pozostaje ściśle związana w dziedzinie obronności. Oba państwa tworzą wspólną przestrzeń obronną, a na terytorium Białorusi działa wspólne regionalne zgrupowanie wojsk. Ukraina może wiązać rosyjskie siły i osłabiać rosyjski potencjał wojskowy, ale nie jest ścianą oddzielającą Rzeczpospolitą od Rosji. Rosja już stoi przy naszej granicy, a kierunku białoruskiego nie sposób rozpatrywać w oderwaniu od rosyjsko-białoruskiego układu wojskowego.
Circumspectio oznacza właśnie spojrzenie na całość. Roztropny władca nie może oprzeć bezpieczeństwa własnej wspólnoty na jednym korzystnym układzie okoliczności. Musi brać pod uwagę również jego zmianę: załamanie frontu, pokój rosyjsko-ukraiński, zmianę władzy w Kijowie, zmianę polityki Waszyngtonu, odbudowę rosyjskich sił. Polska ma być bezpieczna także wtedy, gdy Ukraina przestanie „trzymać Rosjan daleko od Polski”.
Pełny ogląd wymaga także uwzględnienia genezy obecnej wojny. Konflikt rosyjsko-ukraiński trwa od 2014 roku. Jeszcze w 2008 roku NATO przyjęło perspektywę przyszłego członkostwa Ukrainy, a po 2014 roku państwa NATO szkoliły ukraińskie siły zbrojne; Jens Stoltenberg wymieniał między innymi szkolenia prowadzone przez Amerykanów, Brytyjczyków i Kanadyjczyków w Jaworowie. Te fakty nie rozstrzygają jeszcze, kto miał rację w całym sporze ani jak należy rozłożyć odpowiedzialność za jego kolejne etapy. Pokazują jednak, że obecna wojna nie rozpoczęła się w politycznej próżni. Polski przywódca nie jest od prostych opowieści o świecie. Jest od rozumienia całej gry. Powinien przede wszystkim zapytać: skoro Rosja jest naszym bezpośrednim sąsiadem, jak silna jest sama Polska i ile zrobiliśmy, aby nasze bezpieczeństwo nie zależało od tego, kto akurat walczy na Ukrainie?
- „Niech mordują Sowietów, którzy ich napadli, a nas, Polaków, to w ogóle nie boli”.
Błąd: pomieszanie mordu z zabiciem przeciwnika w sprawiedliwej walce oraz odejście od recta intentio.
Tu Święty Tomasz zatrzymałby Prezydenta od razu.
Mord i zabicie przeciwnika w sprawiedliwej wojnie to nie jest to samo. Mord jest niesprawiedliwym odebraniem życia i zawsze jest złem. Żołnierz, który w sprawiedliwej wojnie, działając z rozkazu prawowitej władzy, zabija w walce żołnierza przeciwnika, nie popełnia przez sam ten fakt morderstwa
Jeśli więc Ukraińcy rzeczywiście „mordują Sowietów”, katolik nie może tego pochwalać. Jeżeli natomiast zabijają rosyjskich żołnierzy w ramach sprawiedliwej obrony, należy mówić o zabijaniu w walce, a nie o mordowaniu.
Święty Tomasz stawia wojnie sprawiedliwej trzy warunki: prawowitą władzę, sprawiedliwą przyczynę i recta intentio – prawą intencję. Nawet wojna prowadzona w słusznej sprawie może zostać moralnie skażona, gdy zaczyna nią rządzić żądza odwetu, pragnienie zadawania szkody czy nieprzejednana wrogość. Tomasz, idąc za św. Augustynem, mówi o tym jasno.
Prezydent Polski może uznać osłabienie i klęskę rosyjskich sił za korzystne dla Rzeczypospolitej. Nie powinien jednak zacierać granicy między sprawiedliwą walką a mordem ani mówić o śmierci przeciwnika tak, jakby sama w sobie była czymś dobrym.
Katolicka polityka zna miecz. Święty Tomasz nie był pacyfistą. Miecz ma jednak służyć sprawiedliwości. Wolno zabić przeciwnika w sprawiedliwej walce. Nie wolno mordować. Wolno chcieć odparcia agresora. Nie wolno cieszyć się z jego śmierci dlatego, że jest przeciwnikiem.
- „W tym zakresie zawsze mogą liczyć na naszą pomoc”.
Błąd: Prezydent udziela odpowiedzi, zanim postawi najważniejsze pytanie.
A tym pytaniem jest: dlaczego Polska w ogóle ma pomagać Ukrainie?
Nie jest to pytanie cyniczne. Jest to pytanie dokładnie należące do prudentia regnativa. Święty Tomasz przypomina, że rządzącym powierzona została troska o rzeczpospolitą i jej obrona przed zagrożeniami zewnętrznymi. Władca ma odpowiadać za dobro wspólnoty, którą mu powierzono.
Ukraina, owszem toczy wojnę, więc udzielenie jej pomocy może być moralnie godziwe. Ale z tego jeszcze nie wynika bezwarunkowy obowiązek państwa polskiego dostarczania pieniędzy, broni czy innych zasobów.
Najpierw trzeba odpowiedzieć: co konkretnie Polska przez tę pomoc osiąga? Czy środek jest proporcjonalny do celu? Czy nie osłabiamy własnych możliwości? Czy ten sam cel można osiągnąć mniejszym kosztem? Jak długo istnieje zbieżność interesów?
Dopiero po takim rachunku przychodzi „tak” albo „nie”.
Słowo „zawsze” w polityce jest nierozważne. Państwa zmieniają interesy, rządy i sojusze. To, co dziś służy Polsce, jutro może jej szkodzić. Prezydent nie może więc z góry przyrzekać Ukrainie pomocy niezależnie od tego, jaka będzie sytuacja Rzeczypospolitej.
- „Tam, gdzie się bije Moskala, tam Polska pomaga”.
Błąd: Rosja zostaje uczyniona kompasem polskiej polityki.
To nie jest racja stanu. To jest odruch historycznej niechęci ubrany w język geopolityki. Polski interes nie może zależeć od tego, kto akurat bije Moskala.
U Świętego Tomasza sprawiedliwość wojny nie zależy od narodowości przeciwnika. Gdyby jutro jakieś państwo bezprawnie napadło Federację Rosyjską, fakt, że „bije Moskala”, nie dawałby Polsce najmniejszej podstawy moralnej do jego wspierania. O wojnie rozstrzygają sprawiedliwa przyczyna, prawowita władza i prawa intencja.
Polska polityka nie powinna więc działać według mechanizmu: Rosja jest naszym historycznym przeciwnikiem, zatem każdy, kto z nią walczy, staje się naszym naturalnym partnerem.
Wróg naszego przeciwnika pozostaje przede wszystkim państwem mającym własną rację stanu. Ukraina prowadzi politykę ukraińską. I słusznie. Dziwne byłoby tylko, gdyby Polska w odpowiedzi nie prowadziła równie stanowczo polityki polskiej. Czy prowadzi?
- „Strategicznym interesem Polski jest też to, żeby […] nie powiewały banderowskie flagi”.
Błąd: Prezydent dostrzega problem, ale oddziela go od zasadniczego rachunku pomocy.
Zaraz po zapewnieniu Ukrainy o pomocy Prezydent sam porusza problem banderowskiej symboliki i mówi o konieczności stawiania wymagań. Problem w tym, że nie chodzi już tylko o uliczną flagę. Niespełna dwa miesiące wcześniej, sam obóz prezydencki wszedł w poważny spór z Kijowem po nadaniu ukraińskiej jednostce wojskowej imienia „bohaterów UPA”; Kancelaria Prezydenta określała tę decyzję jako niedopuszczalną gloryfikację formacji odpowiedzialnej za zbrodnię wołyńską.
Circumspectio każe włączyć tę sprawę do całego rachunku politycznego, a cautio – wyciągnąć z niej praktyczne konsekwencje.
Jeżeli Wołyń, kult UPA i polska pamięć są rzeczywiście częścią interesu Rzeczypospolitej, muszą mieć realne miejsce w politycznym rachunku. Nie można oznajmić Kijowowi, że dana sprawa jest dla Polski fundamentalna, a zarazem zapewnić, że niezależnie od niej pomoc będzie trwała.
W przeciwnym razie wymaganie przestaje być warunkiem. Staje się życzeniem.
Państwo polskie ma obowiązek pamiętać także wtedy, gdy pamięć staje się dla dyplomacji niewygodna. Wołyń, kult UPA i stosunek władz ukraińskich do polskich ofiar nie są dodatkiem do polityki zagranicznej. Są częścią polskiej racji stanu. Jeżeli uznajemy je za sprawy poważne, muszą wpływać na nasze decyzje. Inaczej słowa o pamięci pozostają tylko pustymi słowami.
- „Naszym interesem jest to, żeby bili się jak najdłużej i jak najsprawniej”.
Błąd: pomylenie korzyści ubocznej z celem polityki.
Jeżeli rosyjska armia traci na Ukrainie potencjał (choć roztropnie byłoby rozważyć, czy rzeczywiście go traci), Polska może uznać ten fakt za strategicznie korzystny. Ale z tego nie wynika, że polskim interesem jest, aby sama wojna trwała możliwie długo
Święty Tomasz mówi jasno: wojna ma doprowadzić do sprawiedliwego pokoju. Nie wolno więc czynić z jej przedłużania celu polityki. Jeśli Prezydent mówi, że naszym interesem jest, aby walczyli „jak najdłużej”, odwraca porządek celu i środka.
Tutaj szczególnie potrzebna jest providentia. U Tomasza jest ona najważniejszą spośród integralnych części roztropności, ponieważ pozwala właściwie podporządkować dzisiejsze środki przyszłemu celowi.
Polski przywódca powinien więc pytać nie tylko, ile rosyjskich czołgów zostanie zniszczonych tego lata. Powinien zapytać, jaki porządek pozostanie po tej wojnie. Jaką Rosję będziemy mieli za granicą? Jaką Ukrainę? Jak silne będzie państwo ukraińskie, jaka będzie jego ideologia państwowa, jego armia, jego stosunek do Polski? I wreszcie – czy sama Polska wykorzystała te lata, aby wzrosnąć w siłę?
Polskim interesem nie jest długa wojna sąsiadów. Polskim interesem jest taka siła Rzeczypospolitej, aby długość ich wojny nie rozstrzygała o naszym bezpieczeństwie.
- „Po pierwsze Polska, po pierwsze Polacy”.
Zasada słuszna, jeśli rozumieć ją we właściwym porządku.
Święty Tomasz nie wymaga od rządzącego jednakowej troski o wszystkie narody. Władcy powierzono konkretną wspólnotę i za jej dobro odpowiada w pierwszej kolejności. Polski prezydent odpowiada więc przede wszystkim za Rzeczpospolitą, a nie za Ukrainę, Rosję czy jakiekolwiek inne państwo.
Z tego zdania powinny jednak wynikać konkretne konsekwencje. Jeżeli naprawdę „po pierwsze Polska”, to każdą pomoc dla obcego państwa trzeba mierzyć polskim dobrem wspólnym. Można odmówić. Można ograniczyć pomoc. Można i należy postawić warunki. Można ją zakończyć, kiedy przestaje służyć Polsce albo zaczyna jej szkodzić.
Tu pojawia się sprzeczność z wcześniejszym zapewnieniem, że Ukraina „zawsze może liczyć na naszą pomoc”. Jeżeli pomoc jest „zawsze”, to Polska nie jest już pierwsza. Pierwsze staje się zobowiązanie złożone Ukrainie.
Po Tomaszowemu kolejność jest odwrotna: najpierw dobro Rzeczypospolitej, potem ocena okoliczności, a dopiero na końcu decyzja, czy i w jakim zakresie pomagać.
- „Nie ma innego wyznacznika w polityce międzynarodowej niż dbanie o interes własnego państwa”.
Błąd: interes państwa zostaje podniesiony do rangi najwyższego prawa.
I tu Święty Tomasz też nie zgodziłby się z Panem Prezydentem.
Rządzący ma obowiązek troszczyć się o dobro własnej wspólnoty, ale nie wolno mu czynić interesu państwa jedyną miarą działania. Nad interesem państwa stoi sprawiedliwość, prawo naturalne i prawo Boże.
Państwo może mieć interes w czymś niesprawiedliwym. Może odnieść korzyść z niedotrzymania umowy, oszustwa, krzywdy słabszego czy niesprawiedliwej wojny. Sama korzyść nie czyni jednak takiego działania dobrym.
Dlatego katolicka racja stanu nie brzmi: „dobre jest wszystko, co służy Polsce”. Brzmi: „rządzący ma służyć Polsce wszystkimi środkami, na które pozwalają sprawiedliwość i prawo moralne”.
—
Całą tę część przemówienia można ostatecznie osądzić przez cztery pojęcia, które Święty Tomasz zalicza do roztropności.
Memoria – pamięć. Polska ma z czego czerpać. Rok 1939, zawiedzione rachuby na realną pomoc sojuszników, później Jałta i decyzje podejmowane ponad naszymi głowami – to nie są tylko rozdziały historii. To doświadczenie państwowe. Naród, który za tę naukę zapłacił krwią, powinien umieć z niej korzystać.
Providentia – przewidywanie. Polityka nie kończy się na tym, co daje korzyść dzisiaj. Trzeba pytać, jaki będzie skutek za pięć, dziesięć czy dwadzieścia lat. Ilu rosyjskich żołnierzy i ile rosyjskiego sprzętu ubyło na Ukrainie, to jeden rachunek. Ważniejszy brzmi: jaka Polska, jaka Ukraina i jaka Rosja wyjdą z tej wojny.
Circumspectio – ogląd całości. Rosję trzeba oceniać bez złudzeń. Ukrainę tak samo. Podobnie Stany Zjednoczone i każdego innego sojusznika. Wszystkie te państwa mają własne interesy i będą ich broniły. Polski rządzący ma obowiązek dostrzegać nie tylko wspólnego przeciwnika, ale również rozbieżność interesów, własne położenie, własną siłę, Wołyń, kult UPA, sytuację wewnątrz Polski i to, co może nastąpić po zakończeniu wojny.
Cautio – ostrożność. To, co dzisiaj przynosi Polsce korzyść, jutro może mieć swoją cenę. Święty Tomasz przypomina, że w sprawach ludzkich dobro bywa zmieszane ze złem. Roztropny władca korzysta więc z tego, co służy państwu, ale równocześnie zabezpiecza je na wypadek zmiany okoliczności. Dlatego w polityce tak niebezpieczne jest słowo „zawsze”.
Sojusze mogą wzmacniać Polskę, lecz nie zastąpią własnej siły. Pomoc obcemu państwu może być słuszna, ale najpierw trzeba wiedzieć, jakiemu polskiemu celowi służy i gdzie leży jej granica. Wspólny przeciwnik może na pewien czas zbliżyć interesy dwóch państw, lecz nie tworzy wiecznej przyjaźni. Wojna sąsiadów może przynieść Polsce doraźną korzyść strategiczną, ale jej przedłużanie nie może stać się celem polskiej polityki. Polska racja stanu obowiązuje Prezydenta, lecz sama pozostaje pod władzą sprawiedliwości i prawa moralnego.
Prezydent Rzeczypospolitej nie został postawiony na straży tego, by ktoś możliwie długo bił za nas Rosjan. Został postawiony na straży Rzeczypospolitej.
Dopiero państwo, które pamięta, przewiduje, widzi całość i zawczasu zabezpiecza się przed zmianą cudzych interesów, może z pełnym prawem powiedzieć:
„Po pierwsze Polska”.
Panie Prezydencie, prosimy wrócić do Świętego Tomasza!
Lenka I. Miler – nauczycielka, socjoterapeutka i doktorantka nauk o rodzinie. Bada rozwój moralny w ujęciu św. Tomasza z Akwinu oraz jego znaczenie w pracy wychowawczej i socjoterapeutycznej z młodzieżą. Wraz z mężem prowadzi wydawnictwo Pod Chorągwią Matki Bożej Łysieckiej.
Teksty Świętego Tomasza, do których odwołuję się w artykule
Wszystkie wskazane niżej teksty Świętego Tomasza przywołuję według tekstu edycji Leoniny udostępnionego w serwisie Corpus Thomisticum. Dostęp do podanych stron: 10 sierpnia 2026 roku.
O roztropności rządzącego:
Święty Tomasz z Akwinu, Summa theologiae, IIa–IIae, q. 50, a. 1, in corp.; ad 1um et 2um. Tomasz przedstawia tam prudentia regnativa jako szczególną postać roztropności właściwą temu, kto kieruje wspólnotą polityczną. W ad 1um wskazuje, że roztropność i sprawiedliwość są dwiema cnotami szczególnie właściwymi rządzącemu, natomiast w ad 2um wyjaśnia, że pod nazwą regnativa obejmuje także inne prawidłowe formy rządów.
Thomas de Aquino, Summa Theologiae, IIª-IIae q. 47-56
O pamięci, przewidywaniu, oglądzie okoliczności i ostrożności:
Święty Tomasz z Akwinu, Summa theologiae, IIa–IIae, q. 49, pr.; a. 1, in corp. et ad 3um; a. 6, in corp. et ad 1um; aa. 7 et 8, in corp. Tomasz wyjaśnia tam znaczenie pamięci przeszłych doświadczeń dla namysłu nad przyszłością, właściwego podporządkowania środków celowi, uwzględniania istotnych okoliczności oraz ostrożności wobec zła, które w sprawach ludzkich bywa zmieszane z dobrem lub przybiera jego pozór. Providentia zostaje przez niego określona jako główna spośród wszystkich części roztropności.
Thomas de Aquino, Summa Theologiae, IIª-IIae q. 47-56
O wojnie sprawiedliwej:
Święty Tomasz z Akwinu, Summa theologiae, IIa–IIae, q. 40, a. 1, in corp.; ad 3um. Tomasz wymienia trzy warunki wojny sprawiedliwej: prawowitą władzę, sprawiedliwą przyczynę oraz prawą intencję (intentio bellantium recta). Za św. Augustynem przestrzega zarazem przed żądzą szkodzenia, okrutną zemstą i nieprzejednanym usposobieniem. W ad 3um wyraźnie wskazuje, że także prowadzący sprawiedliwą wojnę zmierzają do pokoju.
https://www.corpusthomisticum.org/sth3034.html
O władzy publicznej i przykładzie żołnierza działającego z jej upoważnienia:
Święty Tomasz z Akwinu, Summa theologiae, IIa–IIae, q. 64, a. 3, in corp.; ad 1um. W in corp. Tomasz wyjaśnia ogólną zasadę, że użycie władzy karzącej dla ochrony dobra wspólnego należy do tych, którym powierzono władzę publiczną, nie zaś do osoby prywatnej. W ad 1um posługuje się przykładem żołnierza zabijającego nieprzyjaciela z upoważnienia władcy: miles interficit hostem auctoritate principis.
https://www.corpusthomisticum.org/sth3061.html
Podoba Ci się to co robimy? Wesprzyj projekt Magna Polonia!




