Polska Wiadomości

Marsze KOD-u przeciw „hejtowi”. Polacy je olali

Podoba Ci się to co robimy? Wesprzyj projekt Magna Polonia!

Komitet Obrony Demokracji po raz kolejny postanowił uratować Polskę przed wielkim zagrożeniem. Tym razem przeciwnikiem okazał się „hejt, nienawiść i przemoc wobec Ukraińców”, dlatego 9 sierpnia w 22 miastach zorganizowano demonstracje pod hasłem „Nie bądź obojętny”. Wszystko wyglądało jak powrót do najlepszych czasów KOD-u: były zapowiedzi ogólnopolskiej mobilizacji, transparenty, przemówienia, naklejki i apele o solidarność. Był tylko jeden problem — Polacy najwyraźniej nie poczuli potrzeby masowego ruszenia na ulice.

W całym kraju odbyły się marsze KOD-u przeciwko „hejtowi”. W Rzeszowie zainteresowanie demonstracją wyniosło 20 osób, natomiast w Krośnie frekwencję oszacowano na rekordowe 50 osób. Jedna z organizatorek marszu w Krośnie, witając uczestników, miała powiedzieć: „Cieszę się, że jest nas sporo osób”. To bardzo elastyczna definicja słowa „sporo”, jak na 50-tysięczne miasto. Dość powiedzieć, że w odpowiednio dobranej perspektywie aparatu fotograficznego, nawet większe spotkanie rodzinne można przecież nazwać „obywatelskim przebudzeniem”.

Organizatorzy mogą oczywiście podkreślać, że akcja odbyła się w 22 miastach, co na papierze wygląda imponująco. Tyle że liczba miast, w których ktoś zorganizował demonstrację, nie jest tym samym co liczba ludzi, którzy chcieli na nią przyjść. Można zorganizować protest w 22, 42 albo 666 miejscowościach, ale jeśli w każdej pojawia się kilkadziesiąt osób, trudno mówić o masowym społecznym sprzeciwie, szczególnie gdy przypomnimy sobie czasy, kiedy KOD potrafił rzeczywiście przyciągać na ulice tysiące otumanionych ludzi, szczerze wierzących, że PiS buduje w Polsce totalitaryzm.

Problem KOD-u jest zresztą znacznie szerszy niż jedna nieudana demonstracja. Organizacja najwyraźniej nadal próbuje korzystać ze starego schematu: wystarczy wskazać zagrożenie, podzielić społeczeństwo na „dobrych” i „złych”, użyć odpowiednio mocnych słów — demokracja, faszyzm, nienawiść, mowa nienawiści — a ludzie powinni natychmiast ruszyć na ulicę. Tyle że ten mechanizm już nie działa tak jak dawniej, a społeczeństwo jest znacznie bardziej sceptyczne wobec prób przedstawiania każdego sporu politycznego jako walki dobra ze złem. Co więcej, grupa najbardziej aktywnych KODomitów (UB, SB, PZPR) już wymiera.

Widać to szczególnie w kwestii Ukraińców, czyli tematu omawianych spędów. Nie można udawać, że rosnąca niechęć części Polaków do dalszego przyjmowania ukraińskich pseudo uchodźców wzięła się wyłącznie z działalności „hejterów” i nacjonalistycznej propagandy obu Konfederacji. Najnowszy sondaż CBOS pokazuje wyraźną zmianę nastrojów: w lipcu 2026 roku po raz pierwszy w historii tych badań przeciwnicy przyjmowania ukraińskich uchodźców przeważyli nad zwolennikami — 52 proc. wobec 42 proc. Jednocześnie 54 proc. respondentów uznało pomoc udzielaną banderowskiej Ukrainie przez Polskę za zbyt dużą.

To nie oznacza oczywiście, że Polacy masowo stali się przeciwnikami Ukraińców. Oznacza natomiast, że po ponad czterech latach wojny początkowa fala entuzjazmu i bezwarunkowej solidarności wyraźnie osłabła. Część Polaków ma poczucie, że skala świadczeń i przywilejów dla obywateli Ukrainy stała się zbyt duża, inni zwracają uwagę na konflikty dotyczące rynku pracy, mieszkań, szkół czy butne i roszczeniowe zachowania przybyszów, a jeszcze inni mają zwyczajnie dość sytuacji, w której każda krytyczna uwaga dotycząca Ukrainy jest natychmiast kwalifikowana jako „hejt” i ruski „onucyzm”.

Do tego dochodzi kwestia przestępczości cudzoziemców oraz pamięci historycznej. Dla wielu Polaków szczególnie drażliwa pozostaje systemowa gloryfikacja przez Kijów Stepana Bandery i środowisk związanych z OUN-UPA, odpowiedzialnych za zbrodnie na polskiej ludności, które na Ukrainie są bagatelizowane i zakłamywane. Nie jest to wyłącznie temat historyczny, skoro aż 84 proc. badanych przez CBOS uważa, że państwo polskie powinno reagować, gdy inne państwo gloryfikuje postaci historyczne odpowiedzialne za zbrodnie na Polakach.

W tej sytuacji coraz trudniej przekonywać Polaków, że istnieją tylko dwie możliwości: albo popierasz bez zastrzeżeń obecną politykę wobec Ukrainy, albo jesteś „hejterem” i „ruskim agentem”. Można przecież jednocześnie potępiać pobicia, wyzwiska i przemoc wobec Ukraińców, a także uważać, że Polska powinna ograniczyć część świadczeń dla cudzoziemców, konsekwentnie egzekwować od nich przestrzeganie prawa, reagować na przestępczość oraz stanowczo sprzeciwiać się gloryfikacji ukronazistów. Próba wrzucenia wszystkich takich opinii do worka z napisem „nienawiść” jest wygodna, ale niekoniecznie skuteczna.

I właśnie tutaj KOD wpada we własną pułapkę, ponieważ organizacja próbująca pouczać Polaków o standardach moralnych i obywatelskich sama ma za sobą historię, której trudno nie przypominać przy okazji kolejnych akcji.

Jej pierwszy lider, Mateusz Kijowski, przez długi czas był twarzą całego ruchu, przedstawianego jako symbol obywatelskiej obrony demokracji. Tymczasem w 2024 roku został prawomocnie skazany przez Sąd Okręgowy w Warszawie za poświadczenie nieprawdy w siedmiu fakturach dotyczących obsługi informatycznej KOD. Sąd wymierzył mu osiem miesięcy pozbawienia wolności w zawieszeniu na dwa lata oraz utrzymał grzywnę w wysokości 4 tys. zł; faktury wystawione przez byłego lidera KOD opiewały łącznie na ponad 121 tys. zł.

Trudno więc nie dostrzec ironii sytuacji, w której organizacja od lat występująca w roli moralnego arbitra, pouczająca innych o demokracji, uczciwości i standardach życia publicznego, miała na czele człowieka prawomocnie skazanego w sprawie dotyczącej nierzetelnych faktur związanych z działalnością tej organizacji. Rzeczywistość dostarczyła tutaj satyrycznego materiału sama i właściwie nie trzeba jej specjalnie pomagać. Podobnie wygląda sytuacja innych lewicowych organizacji, np. OMZRiK, którego lider, Rafał Gaweł jest oszustem i przestępcą, a sama organizacja przegrała kilka spraw sądowych za hejt.

Przed kolejną wielką akcją KOD powinien zadać sobie proste pytanie: nie przed czym należy dziś „bronić demokracji”, ale dlaczego coraz mniej ludzi chce tej demokracji bronić właśnie pod jego sztandarem. Bo jeśli demonstracja pod hasłem „Nie bądź obojętny” przyciąga garstkę starych ubeków, to być może problemem nie jest obojętność Polaków wobec Ukrainy, lecz ich obojętność wobec skompromitowanego KOD-u.

Polecamy również: Australijka cudem uniknęła porwania w Paryżu. Sceny jak z filmu „Uprowadzona”

Podoba Ci się to co robimy? Wesprzyj projekt Magna Polonia!