Na zachodzie Polski rozwija się projekt, który może mieć dla kraju znaczenie gospodarcze liczone w dziesiątkach, a potencjalnie nawet setkach miliardów złotych. W rejonie Nowej Soli znajduje się jedno z największych niezagospodarowanych złóż miedzi i srebra w Europie. Niestety, projekt jego eksploatacji prowadzić ma kanadyjska firma Lumina Metals.
Według danych Państwowego Instytutu Geologicznego złoże w rejonie Nowej Soli zawiera setki, być może nawet 800 milionów ton rudy, w której znajduje się około 11 milionów ton miedzi oraz około 36 tysięcy ton srebra. Lumina prowadzi tam od lat badania i odwierty, przygotowując projekt jednej z największych nowych kopalń miedzi w Europie. W przestrzeni publicznej pojawiają się wyliczenia, według których wartość zawartego w złożu metalu może sięgać setek miliardów złotych, a nawet około 600 miliardów.
Trzeba oczywiście pamiętać, że nie oznacza to 600 miliardów złotych leżących pod ziemią i czekających na wykopanie. Budowa kopalni będzie kosztowała miliardy, wydobycie i przerób rudy również, a ceny miedzi i srebra będą się zmieniały. Mimo tych zastrzeżeń skala przedsięwzięcia pozostaje imponująca.
Złoża objęte są własnością górniczą Skarbu Państwa, a wydobycie wymaga uzyskania koncesji. Kanadyjska firma posiada jednak prawa do projektu Nowa Sól i przygotowuje się do kolejnych etapów inwestycji. I właśnie dlatego najważniejszy moment jest teraz, kiedy można jeszcze zdecydować, na jakich zasadach zagraniczny inwestor będzie mógł eksploatować polski surowiec.
Trzeba przy tym uczciwie powiedzieć, że Lumina nie dostała gotowej kopalni w prezencie. Firma przez lata prowadziła badania geologiczne, wykonywała odwierty i ponosiła ryzyko inwestycyjne, a to wszystko kosztuje. Nie ma więc niczego dziwnego w tym, że prywatny inwestor chce na przedsięwzięciu zarobić. Kapitał zagraniczny sam w sobie nie jest problemem. Problemem jest natomiast sytuacja, w której państwo polskie nie potrafi odpowiednio zabezpieczyć własnego interesu.
I tutaj pojawia się pytanie szczególnie niewygodne, ponieważ Polska nie jest przecież krajem, który nie wie, co zrobić z miedzią. Mamy KGHM, jednego z największych producentów miedzi i srebra na świecie, mamy własnych geologów, inżynierów, górników, hutników i dziesięciolecia doświadczenia. Lumina podpisała zresztą z KGHM list intencyjny dotyczący potencjalnej współpracy i dostaw koncentratu z projektu Nowa Sól do zakładów KGHM.
Można więc zapytać, dlaczego Polska miałaby ograniczać się do roli odbiorcy koncentratu z ogromnego złoża znajdującego się na jej terytorium, skoro posiada własne przedsiębiorstwo zdolne do prowadzenia działalności w tej branży.
Być może prywatny inwestor potrafi zbudować kopalnię szybciej i taniej, a ryzyko związane z inwestycją jest zbyt duże dla państwa. Być może najlepszym rozwiązaniem jest właśnie współpraca z zagraniczną firmą. Ale tego rodzaju decyzje powinny wynikać z dokładnego rachunku ekonomicznego, a nie z założenia, że skoro ktoś znalazł pieniądze na inwestycję, to państwo może spokojnie zadowolić się podatkami.
Bo właśnie pytanie o podatki jest tutaj zbyt małe. Należy zapytać, jaka część całkowitej wartości przedsięwzięcia pozostanie w Polsce. Ile pieniędzy trafi do budżetu i samorządów, ile zostanie w postaci wynagrodzeń i zamówień dla polskich przedsiębiorstw, gdzie będzie przetwarzany koncentrat, kto będzie kontrolował sprzedaż i przede wszystkim w jaki sposób państwo będzie niezależnie sprawdzało, ile rudy rzeczywiście wydobyto, ile zawierała ona miedzi i srebra oraz ile metalu ostatecznie sprzedano.
Nie jest to żadna teoria spiskowa, lecz zwyczajna kwestia kontroli państwa nad eksploatacją własnych zasobów. Jeżeli inwestor przez kilkadziesiąt lat będzie wydobywał miliony ton rudy, państwo powinno mieć skuteczny system pozwalający zweryfikować cały ten proces. Wiara, że duża międzynarodowa firma na pewno wszystko dokładnie zadeklaruje, byłaby dość typową, psotkolonialną wersją polityki gospodarczej. W takim przypadku można by właściwie zlikwidować większość kontroli podatkowych i po prostu zaufać wszystkim przedsiębiorcom.
Nie chodzi przy tym o to, aby demonizować zagranicznego inwestora albo twierdzić, że każda inwestycja zagraniczna jest formą wyprzedaży Polski. Chodzi o coś znacznie prostszego: skoro inwestor ma zarobić na polskim surowcu, Polska również powinna uzyskać możliwie dużą część jego wartości. Państwo powinno więc rozważyć wszystkie warianty — od modelu czysto prywatnego, przez udział KGHM, aż po różne formy partnerstwa i mechanizmy pozwalające państwu korzystać z nadzwyczajnych zysków w okresach bardzo wysokich cen miedzi.
Miedź będzie przy tym coraz ważniejszym surowcem. Rozbudowa sieci energetycznych, elektryfikacja transportu, centra danych, przemysł elektroniczny i obronny oznaczają rosnące zapotrzebowanie na ten metal. Państwa na całym świecie zaczynają traktować własne zasoby jako element bezpieczeństwa gospodarczego. Polska ma tutaj wyjątkowo dobrą pozycję, ponieważ posiada zarówno złoża, jak i KGHM oraz całe zaplecze przemysłowe.
Dlatego sprawa Nowej Soli powinna być traktowana jako test polskiej polityki surowcowej. Nie chodzi o narodowość inwestora, nie chodzi o ideologiczne hasła i nie chodzi o to, aby zakazywać zagranicznemu kapitałowi zarabiania. Chodzi o odpowiedź na jedno zasadnicze pytanie: ile wartości z eksploatacji tego złoża pozostanie w Polsce i czy państwo zrobiło wszystko, aby było jej możliwie dużo?
Jeżeli odpowiedź będzie przekonująca, nie ma problemu z tym, że kopalnię zbuduje kanadyjska firma. Jeżeli jednak okaże się, że pod polską ziemią znajdowały się setki miliardów złotych w postaci strategicznych surowców, a Polska potrafiła tylko pobierać od ich wydobycia podatki i wydawać je na pensje pociotków zatrudnionych w urzędach, wtedy może się okazać, że problemem nie był zagraniczny inwestor, a jak zwykle dyzmokracja.
Polecamy również: Odmówiła udziału w „tranzycji”. Wygrała ze szpitalem
Podoba Ci się to co robimy? Wesprzyj projekt Magna Polonia!




