Felietony Wiara

Techno, emocje i kult człowieka: gdy religia staje się imprezą 

Podoba Ci się to co robimy? Wesprzyj projekt Magna Polonia!

Techno, emocje i kult człowieka: gdy religia staje się imprezą 

Jak poucza nas Kościół, wszelkie ludzkie społeczności pochodzą od Pana Boga, który – podobnie jak każdego z nas indywidualnie – powołał je do bytu oraz swoją mocą utrzymuje je w istnieniu. Stąd też człowiek, jako istota społeczna, winny jest Stwórcy nie tylko prywatny kult, oparty o indywidualną modlitwę, ale także powinien brać udział wraz z innymi ludźmi w kulcie publicznym (por. św. Pius X, Vehementer nos). Tymże we właściwym znaczeniu jest oczywiście Msza Święta, stanowiąca „całkowity kult publiczny Ciała Mistycznego Jezusa Chrystusa, a więc Jego Głowy i członków”, będąc „szczytem i jakby ośrodkiem religii chrześcijańskiej” (Pius XII, Mediator Dei).

Niemniej, oprócz Mszy Świętej istnieją także inne formy kultu, które w przynajmniej jakimś znaczeniu możemy nazwać publicznymi. Z oczywistych przyczyn, nie da się ich z Mszą Świętą – stanowiącą tę samą Ofiarę, którą Chrystus złożył Ojcu na krzyżu – nawet zestawić czy porównać. Mowa o rozmaitych nabożeństwach, które odmawiamy wspólnie z innymi wiernymi. Począwszy od różańca w gronie rodzinnym, a skończywszy na nabożeństwach w kościele, takich jak Gorzkie Żale lub Droga Krzyżowa, wszystkie je odprawiamy wspólnotowo. Innym przykładem może być znany w wielu miejscach zwyczaj gromadzenia się sąsiadów pod lokalną kapliczką Najświętszej Maryi Panny, aby wspólnie odprawić nabożeństwo majowe. To wszystko odpowiada naszej społecznej naturze i jest miłym Panu Bogu oddaniem mu chwały, na tyle, na ile w naszej nędzy potrafimy.

12 czerwca br. na festiwalu ING Silesia Beats w Chorzowie, przed tłumnie zgromadzoną młodzieżą, wystąpił ks. Guilherme Guimarães, duchowny z Portugalii. Co szokujące, oprócz posługi kapłańskiej, tenże duszpasterz na „drugim etacie” zajmuje się działalnością całkowicie nielicującą z powagą sakramentu święceń. Jest nią specyficzna forma wodzirejstwa, która w tym przypadku obejmuje tworzenie form muzycznych w nowoczesnej aranżacji z użyciem tekstów pieśni religijnych. Internet obiegły nagrania, pokazujące tegoż duchownego na scenie za konsoletą, w tle klubowego remiksu pieśni „Pan jest pasterzem moim”, pochodzącej z Psalmu nr 22 (numeracja Wulgaty). W materiale filmowym widzimy tłum, który bawi się do powyższego „utworu” tak, jak to ma miejsce na typowym koncercie tego rodzaju muzyki. W tle ma miejsce gra świateł, która w połączeniu z tą muzyką ma jeszcze mocniej nakręcać emocje zgromadzonych ludzi.

Co zaskakujące, w Internecie powyższe spotkało się z wieloma pozytywnymi reakcjami, traktującymi tę formę „kultu publicznego” jako rodzaj „oddania chwały Panu Bogu”. Pojawiały się także opinie, że jest to forma „zbliżania młodzieży do Kościoła”, a nawet „szerzenia Ewangelii Jezusa Chrystusa”. Jeszcze ktoś inny zasugerował, że mamy do czynienia ze słusznym absorbowaniem przez katolicyzm „kultury” naszego czasu. W obronie tego widowiska pojawił się oczywiście regularnie przywoływany, absurdalny argument w postaci przykładu Dawida tańczącego przed Arką Przymierza. Skoro tak, nie sposób uciec od konstatacji, że zdaniem niektórych miała to być forma wspólnotowej „modlitwy”, tak samo jak wspomniane wcześniej nabożeństwo majowe w grupie sąsiadów.

Wystarczy odrobina zmysłu katolickiego, aby z łatwością dostrzec, jak dalece błędna jest ocena tych, którzy wyrażają takie opinie. To, co możemy zaobserwować na tym nagraniu, to tłum w emocjonalnej ekstazie, jaką buduje klubowy klimat nocnego życia. Nie tworzy on atmosfery religijnej kontemplacji, ale raczej dyskoteki, gdzie pseudo-religijne treści stanowią jedynie dodatek do muzycznego chłamu, w rytm którego skaczą zebrani ludzie. W centrum tego wszystkiego nie jest Pan Bóg, tylko człowiek, dla satysfakcji którego z religii czyni się imprezę. Jest jasnym, że nie chodzi tu o modlitwę, tylko o to, aby pod rzekomym pretekstem zafałszowanego obrazu religii nakręcać własne emocje i „dobrze się bawić”. 

Wbrew przekonaniu wielu, muzyka nie jest czymś, co pozostaje neutralne w odbiorze przez człowieka. Jak uczy nas Sobór Trydencki, wszelkie zewnętrzne gesty i znaki, jakie wykonujemy w kulcie Bożym, mają ogromne znaczenie dla naszego życia duchowego. Człowiek nie jest bowiem czystym duchem, takim jak anioł, ale posiada naturę cielesno-duchową. W ramach tejże to, co zewnętrzne, nie jest obojętne, lecz silnie działa na ludzkie wnętrze. Oczywiście Sobór bezpośrednio odnosił się do Najświętszej Ofiary Mszy Świętej, wskazując na to, jak „widzialne znaki religijnej pobożności”, takie jak, m. in. „błogosławieństwa, światła, okadzenia, szaty i różne inne podobne rzeczy” odpowiednio wykonywane pobudzają „umysły wiernych do kontemplacji” (Sobór Trydencki, Nauka o Najświętszej Ofierze Mszy Świętej). To, co dotyczy szczytu kultu Kościoła, jakim jest Msza Święta, przenosi się jednak w oczywisty sposób na ludzką pobożność w ogóle. To, jakie gesty wykonujemy choćby w modlitwie prywatnej, a także to, co nas otacza zewnętrznie, jako posiadające ogromny wpływ na nasze wnętrze, może być pomocą lub przeszkodą w modlitwie. Zatem, jeśli modlimy się w miejscu uporządkowanym, jeśli na ścianie wisi krucyfiks, w który możemy się wpatrywać, kontemplując mękę Pana Jezusa, a także to, jaką postawę przyjmujemy modląc się – to wszystko może być ogromną pomocą dla jakości naszej modlitwy. Podpowiada nam to też sam rozum, jako że każdego dnia doświadczamy, iż to, co przychodzi z zewnątrz, ma wpływ na nasze wnętrze. 

Dla naszej postawy pewne znaczenie może mieć nawet to, jak jesteśmy ubrani. Stąd też Giuseppe kard. Siri, w trosce o swoich kapłanów, silnie sprzeciwiał się zastępowaniu sutanny przez tzw. „garnitur kapłański”, pod którym taki kapłan nosi jedynie koszulę z koloratką. Jak pisał, „strój silnie warunkuje, a niekiedy nawet determinuje, psychikę noszących go ludzi”. W kontekście sutanny, stwierdzał, że stanowi ona „nieustanne przypomnienie o złożonych ślubach, o przynależności [do stanu duchownego], o jego godności, o konieczności przestrzegania pewnych norm postępowania” (Giuseppe kard. Siri, Porzucenie sutanny jako główna przyczyna upadku dyscypliny kościelnej, w: Zawsze Wierni, nr 189, 2017, s. 72-74). Widok duchownego w sutannie ma także silny wpływ na innych ludzi, dla których może stanowić widoczne przypomnienie o ich wierze, przykładowo – nakłaniając do spowiedzi po latach. Jak już stwierdzono wyżej, to, co zewnętrzne, silnie wpływa na nasze wnętrze, bo nie jesteśmy czystymi duchami, tylko istotami duchowo-cielesnymi.

Odnosi się to również do tematu naszych rozważań, jakim jest muzyka. Niektóre z jej form apelują do wyższych władz naszej duszy, wyciszają oraz pomagają w kontemplacji i modlitwie, co ułatwia nam oddanie chwały Panu Bogu. Mowa tutaj przede wszystkim o chorale gregoriańskim i klasycznej polifonii, takiej jak ta, której autorem był słynny kompozytor Giovanni Pierluigi da Palestrina. Stąd jest czymś godnym pochwały wspierać się taką muzyką w modlitwie. Istnieją jednak również takie formy muzyczne, które działają szczególnie mocno na niższe władze naszej duszy. Apelują do sfery czysto emocjonalnej, przyćmiewając rozum. Jako, że ich celem jest doprowadzenie człowieka do emocjonalnej „ekstazy” i niczego ponad to, nie mogą być formą oddania chwały Panu Bogu. W żadnym razie nie pomagają w kontemplacji i modlitwie – ani wspólnotowej, ani indywidualnej. Wprowadzanie ich do sfery religijnej może stanowić jedynie pretekst do tzw. „dobrej zabawy”, w której nie ma Pana Boga, tylko własne zadowolenie uczestników imprezy. W takiej sytuacji treści pseudo-religijne są jedynie dodatkiem, który nie ma realnego znaczenia dla natury wydarzenia. 

Pięknej lekcji w omawianym zakresie udziela nam św. Pius X, w ramach swojego motu proprio o muzyce kościelnej. Odnosi się ono bezpośrednio do muzyki liturgicznej, jednak to właśnie Msza Święta jest szczytem oddawania czci Panu Bogu, z którego powinniśmy czerpać także w innych naszych nabożeństwach. Wskazywał na to abp Piotr Mańkowski, komentując wspomniane motu proprio, gdzie posiłkując się przykładem świętego papieża dowodził, że reguły muzyczne opisane przez Wikariusza Chrystusa znajdują zastosowanie również w nieliturgicznych formach modlitwy wspólnotowej ( Abp Piotr Mańkowski, Rozważania na tle piusowego motu proprio, https://piusx.pl/rozwazania-na-tle-piusowego-motu-proprio/) . We wspomnianym dokumencie św. Pius X przypomina, iż nowoczesna muzyka, tworzona głównie do użytku świeckiego, przeważnie nie nadaje się do kultu Bożego. Jako wzór podawał wspomniany chorał gregoriański oraz renesansową polifonię, do których to nowa muzyka musi być podobna, jeśli ma znaleźć miejsce w sferze religijnej. Jednocześnie należy pamiętać, że św. Pius X w tej krytyce nowych form muzycznych odnosił się do muzyki swojego czasu, w szczególności tej panującej w teatrach i operze. Ta z kolei i tak posiadała dalece lepszą kondycję niż to, z czym przeważnie spotykamy się współcześnie w „kulturze popularnej”.

Jak stwierdzał ten wielki papież:

„A zaprawdę daremnym jest spodziewać się, aby na nas zbierających się w tym celu [oddania chwały Panu Bogu – dop. autora] spłynęły obfite błogosławieństwa Niebios, jeżeli sposób, w jaki do Boga błagania nasze zasyłamy, zamiast wznosić się w „wonności wdzięczności”, wciskać Mu będzie do ręki powrozy, którymi ongi Boski Zbawiciel wyganiał ze świątyni niegodnych bezczeszczących ją” (św. Pius X, motu proprio Tra le sollecitudini).

Czym jest więc taka forma wspólnej „pobożności”, z muzyką klubową w roli głównej, jaką proponują autorzy eventów podobnych do tych, które tworzy ks. Guilherme Guimarães? Nie stanowią one w żadnym razie formy oddania chwały Panu Bogu. Wręcz przeciwnie, są po prostu kultem człowieka, który nakręcony tego rodzaju muzyką pobudza się emocjonalnie i koncentruje na „dobrej zabawie”. Taka muzyka działa wyłącznie na sferę uczuciową człowieka, zamiast skierowania go ku rozważaniu prawd naszej wiary. Jest to „pobożność” wprost przeciwna temu, czego uczą nas katoliccy mistrzowie życia duchowego, tacy jak św. Jan od Krzyża. To chłam, który z perspektywy katolickiej duchowości nie nadaje się do niczego, wręcz szkodząc uczestnikom takich wydarzeń, zamiast im w czymkolwiek pomagać. 

Sergiusz Muszyński

Czytaj też:

Państwo Kościelne „balastem katolicyzmu”? Robert Winnicki przeciw bł. Piusowi IX

 

Podoba Ci się to co robimy? Wesprzyj projekt Magna Polonia!