15 maja 2026 roku przedstawiciele wszystkich 46 państw członkowskich Rady Europy przyjęli w stolicy Mołdawii Deklarację Kiszyniowską dotyczącą stosowania Europejskiej Konwencji Praw Człowieka w kontekście współczesnych wyzwań migracyjnych. Dokument, który za sprawą unijnej cenzury nie przebił się medialnie, stanowi ważny sygnał polityczny i pokazuje kierunek myślenia coraz większej liczby europejskich państw. Jego głównym przesłaniem jest przywrócenie właściwych proporcji pomiędzy rolą instytucji międzynarodowych a prawem państw do samodzielnego kształtowania polityki migracyjnej.
Deklaracja Kiszyniowska to mocny cios w migracyjny dyktat UE. Deklaracja silnie podkreśla zasadę subsydiarności, zgodnie z którą to władze krajowe znajdują się najbliżej obywateli i najlepiej znają lokalne uwarunkowania społeczne, gospodarcze oraz bezpieczeństwa. W praktyce oznacza to uznanie, że państwa powinny posiadać pierwszeństwo w ocenie sytuacji migracyjnej i podejmowaniu decyzji dotyczących ochrony granic, procedur azylowych czy zasad pobytu cudzoziemców.
Deklaracja przypomina również o suwerennym prawie państw do kontrolowania wjazdu i pobytu cudzoziemców. W czasie, gdy Europa mierzy się z presją migracyjną, a niektóre państwa wykorzystują migrację jako instrument nacisku politycznego, kwestia skutecznej ochrony granic staje się jednym z kluczowych elementów bezpieczeństwa narodowego. Autorzy deklaracji wskazują, że obecne wyzwania wymagają bardziej realistycznego podejścia niż to, które dominowało jeszcze kilkanaście lat temu.
Wnioski płynące z Kiszyniowa pozostają jednak w wyraźnej sprzeczności z kierunkiem działań Komisji Europejskiej. Od lat Bruksela konsekwentnie rozszerza swoje wpływy w obszarze polityki migracyjnej, dążąc do stworzenia coraz bardziej scentralizowanego systemu zarządzania migracją na poziomie całej Unii Europejskiej.
Najbardziej widocznym przejawem tej tendencji jest Pakt o Migracji i Azylu. Jego zwolennicy przedstawiają go jako mechanizm solidarności między państwami członkowskimi, jednak wielu krytyków zwraca uwagę, że w rzeczywistości prowadzi on do ograniczenia swobody państw w samodzielnym kształtowaniu własnej polityki migracyjnej. Państwa, które nie będą chciały uczestniczyć w relokacji migrantów, mogą zostać obciążone dodatkowymi kosztami finansowymi lub innymi formami zobowiązań.
Takie rozwiązania rodzą zasadnicze pytanie: kto powinien ponosić odpowiedzialność za skutki polityki migracyjnej? Komisja Europejska nie odpowiada przed obywatelami poszczególnych państw za poziom bezpieczeństwa, wydolność systemu socjalnego czy skuteczność integracji migrantów. Odpowiedzialność tę ponoszą rządy krajowe, które następnie są rozliczane przez wyborców. Trudno więc zaakceptować sytuację, w której kompetencje pozostają w Brukseli, a konsekwencje spadają na państwa członkowskie.
Deklaracja pokazuje, że coraz więcej europejskich stolic dostrzega ten problem. Dokument przypomina, że demokratyczny mandat do podejmowania decyzji w sprawach migracji znajduje się przede wszystkim na poziomie państw narodowych. To tam istnieje bezpośrednia odpowiedzialność polityczna i tam najlepiej rozumiane są lokalne potrzeby oraz zagrożenia.
Nie oznacza to odrzucenia współpracy międzynarodowej. Państwa europejskie nadal powinny współdziałać w zwalczaniu przemytu ludzi, ochronie granic zewnętrznych czy realizacji zobowiązań humanitarnych. Współpraca nie może jednak oznaczać narzucania jednolitych rozwiązań wszystkim krajom bez względu na ich sytuację, doświadczenia i wolę społeczeństw.
NASZ KOMENTARZ: Deklaracja Kiszyniowska jest przypomnieniem, że Europa została zbudowana jako wspólnota państw, a nie scentralizowane superpaństwo, rządzone na wzór Związku Sowieckiego. Jeśli Unia Europejska chce zachować zaufanie swoich obywateli, powinna szanować zasadę, że kwestie tak istotne jak polityka migracyjna muszą pozostawać przede wszystkim w gestii władz krajowych.
Polecamy również: Ukraiński dron wybuchł w porcie NATO
Podoba Ci się to co robimy? Wesprzyj projekt Magna Polonia!





