Felietony

Dlaczego Polacy się radykalizują?

Podoba Ci się to co robimy? Wesprzyj projekt Magna Polonia!

Dlaczego Polacy się radykalizują?

Co i rusz dobiegają do nas informacje o przestępstwach popełnionych przez imigrantów w państwach należących do UE. Niestety, ale Polska na tym tle przestała już być oazą spokoju. Mamy swoje własne problemy z imigrantami i swoje własne śmiertelne ofiary. Im więcej cudzoziemców tym większa przestępczość. To fakt potwierdzony przez liczne badania, jak i wypowiedzi czołowych europejskich polityków. I choć dla nas to jasne, to wciąż nie brakuje takich, którzy odrzucają to od siebie jako formę manipulacji i niczym niepoparte kłamstwa. Za pewne do momentu, aż sami zderzą się z brutalną rzeczywistością.

To w tym miejscu tkwi, najgorętszy w ostatnim czasie, punkt sporny, coś co przypomina wręcz linię frontu, na której dochodzi do prawdziwej wojny ideologicznej. Jedni z uporem maniaka odpychają od siebie wszystko, co mogłoby świadczyć o stale pogarszającym się poziomie bezpieczeństwa w krajach członkowskich UE, i chcą tylko by na Titanicu nieprzerwanie grała im muzyka.

Odwracają wzrok od faktów, próbują zagadać liczby i generalnie dużo krzyczą o rasizmie, ksenofobii i tolerancji, nie okazując jej jednocześnie wobec osób posiadających odmienne zdanie, a przy tym często w nerwowych spazmach machają rękami, co chyba miałoby im dodawać większej powagi, a sprawia jedynie, że wyglądają dość karykaturalnie. Być może myślą, że przez ilość gestów i miałkich słów wzrasta wiarygodność.

Z drugiej strony mamy zaś tych, którzy nie boją się konfrontować z rzeczywistością, ale w swoich wypowiedziach są dość wybiórczy, niekiedy nawet wyrachowani, prostaccy, poniekąd nieporadni i sprowadzają realia swojej wspólnoty do niemal hermetycznego tworu, którego istnieniu zagraża nawet pojedynczy obcy, bez względu na to skąd i w jakim celu do nas przybył. Prawda leży jednak gdzie indziej.

Sami zapewne stanęlibyśmy gdzieś po środku i nie wykluczone, że byłoby to zdecydowanie bliżej tej zamkniętej i ekskluzywnej frakcji, niż ludzi usiłujących przemeblować, a raczej podpalić znany nam świat. W tej sprawie nie da się pozostać obojętnym obserwatorem biegu wydarzeń. Miejsca można zająć tylko przy osobach trzymających kanistry z benzyną lub po drugiej stronie, tam gdzie ryglowane są drzwi domów.

Czyż nie są bliżej prawdy ci, którzy słusznie przeczuwają nadchodzące zagrożenie, choć spłycają problem? Może i komunikują to w sposób wulgarny, a nawet momentami agresywny, ale jednak biją na alarm. Nie można im tym samym odmówić racji. Dzisiaj stajemy przed wyborem i bynajmniej nie warto się ustawiać obok tych, co obrali sobie za hymn słowa Ody do Radości, mówiące o tym, że „wszyscy ludzie będą braćmi”. Nie będą, bo nie da się tego osiągnąć w tak zróżnicowanym świecie.

Raz już próbowano i znamy finał tej historii. Na końcu znów Wieża Babel obróci się w ruinę. Przykrym natomiast jest to, że materiał do jej budowy pozyskano z rozbiórki tego, co wcześniej służyło jako fundamenty katolickiej cywilizacji, a co z inspiracji masonerii i modernistów zostało niemal doszczętnie rozebrane.

Mamy więc tych, którzy za włosy usiłują nas zawlec na stromą górę, w celu zepchnięcia nas z niej w przepaść swojej utopii, i tych, którzy chwytają się wszystkiego, aby tylko móc się przed tamtymi obronić. Zarzuca się im faszyzm, nazizm, supremację białej rasy, dehumanizację przeciwników i wszelkie możliwe do wymyślenia zło, jakie tylko można ubrać w słowa.

Jedynym lekarstwem na wierzgający motłoch miałyby być otwarte ramiona, zwrócone w kierunku kolejnych napływających fal imigrantów, które przecież przywożą ze sobą obietnicę raju, tylko ten wiarołomny i głupi lud jakoś uparcie chce zaprzepaścić tę jedyną i niepowtarzalną szansę. Wolę zatem zradykalizowany tłum, który może i nie wszystko rozumie, od tego bagienka postępowej pseudo elity, udającej, że nie dostrzega skutków swoich samobójczych działań.

Któż może nas bowiem pozbawić prawa do bezpiecznego życia we własnym kraju? Mamy prawo również ocalić go dla przyszłych pokoleń. Czy to jest zbrodnia, za którą powinniśmy przeprosić? Jeśli tak to kogo? Ofiary kolonializmu? Sęk w tym, że Polska nie posiadała nigdy żadnych kolonii. Widocznie jest w tym coś wstydliwego, skoro boimy się mówić o tym otwartym tekstem, a zdobywamy się jedynie na półsłówka i pokątne szepty, a i to poczytujemy sobie za wielki manifest odwagi.

Rzeczywistość nie będzie się jednak z nami szczypać. Wpycha nam ona do gardła kolejne fakty, których wolelibyśmy nie widzieć, o których chcielibyśmy zapomnieć, ale te nic sobie z naszych uników nie robią. Depczą nam po piętach i w końcu nas dopadną.

Mamy prawo i obowiązek zabrać głos w tak ważnej dla nas wszystkich sprawie, w której lewactwo z góry uznaje, że może wymusić na nas bierność, bo jedyne do czego w ich mniemaniu mamy prawo, to milczenie, podczas gdy prowadzeni jesteśmy na rzeź. Nic bardziej mylnego. Katolicy, patrioci i każdy kto ma na względzie dobro naszej ojczyzny nie może pozwolić, aby zepchnięto nas w tym temacie do narożnika.

Musimy odważyć się na głośnie wypowiadanie krytyki w obliczu zachodzących w Europie drastycznych zmian w obrębie struktury ludności i związanego z tym spadkiem poziomu bezpieczeństwa obywateli państw, które tak chętnie otwierają się na wszelką imigrację i same pozbawiają się przyszłości. Niestety, ale dotyczy to także, a z naszej perspektywy przede wszystkim, naszej ojczyzny.

Temu, o czym powiedzieliśmy powyżej, towarzyszą również nowe, rodzące się, a nieznane wcześniej lęki. Kobiety zaczynają chodzić w grupach obawiając się gwałtu. Nie wychodzimy z domu i to już nie tylko po zmroku, bo przecież dochodzi do ataków z użyciem noży, śrubokrętów, bądź maczet, nawet w środku dnia. Boimy się, że nieodpowiednie spojrzenie ściągnie na nas gniew grupy podpitych lub naćpanych cudzoziemców. Jak w takich warunkach normals ma nie stanąć w jednym szeregu z pieniącymi się z wściekłości radykałami?

Być może to nie jest nawet kwestia wyboru, ale staje się wręcz kwestią przetrwania. To nie czas na pacyfizm. Może się okazać, że za niedługo będzie to jedyne możliwe wyjście i nie pozostanie nam nic innego, jak podnieść gardę i być gotowym do obrony tego co najcenniejsze, nawet siłą. Spokojne dni już mijają i zdaje się, że prędko nie powrócą. Należy krzyczeć i bić na alarm. Dziś, nie jutro! Jutro może być już za późno.

Polecamy również: Niemieccy lewacy chcą likwidacji małżeństwa

Podoba Ci się to co robimy? Wesprzyj projekt Magna Polonia!