Burza wokół platformy kryptowalutowej Zondacrypto nabiera tempa, a coraz więcej pytań kierowanych jest nie tylko pod adresem samej spółki, lecz przede wszystkim organów ścigania. Wpisy publikowane w serwisie X przez dziennikarza śledczego Szymona Jadczaka rzucają niepokojące światło na sposób prowadzenia postępowania przez prokuraturę nadzorowaną przez Waldemara Żurka. To nie jedyny ciekawy wątek w tej sprawie. Jak się bowiem okazało, za aferą stał Żyd, pełniący funkcję prezesa feralnej platformy.
Prokuratura Żurka kręci w sprawie Zondacrypto. Pierwsze sygnały alarmowe dotyczyły niejasności wokół kierownictwa Zondacrypto oraz problemów z ustaleniem miejsca pobytu i statusu prezesa spółki. Choć same w sobie mogłyby zostać uznane za medialny szum, to w połączeniu z doniesieniami o działaniach – a właściwie ich braku – ze strony instytucji państwowych tworzą obraz sytuacji znacznie poważniejszej.
Z relacji publikowanych przez Jadczaka wyłania się obraz postępowania, które trudno nazwać sprawnym. Mowa o opóźnieniach, braku decyzyjności i proceduralnym chaosie. Wskazywane są sytuacje, w których czynności nie są podejmowane w odpowiednim czasie, a odpowiedzialność rozmywa się między kolejnymi jednostkami. Tłumaczenia o nieobecności prokuratora czy oczekiwaniu na dokumenty brzmią w tym kontekście jak administracyjne alibi, a nie realne uzasadnienie dla bezczynności.
Inni krytycy działań prokuratury zwracają uwagę, że w sprawach potencjalnie dotyczących dużych środków finansowych oraz bezpieczeństwa użytkowników rynku kryptowalut kluczowa jest szybkość reakcji. Każdy dzień zwłoki może oznaczać nieodwracalne konsekwencje – zarówno dla ewentualnych pokrzywdzonych, jak i dla możliwości zabezpieczenia materiału dowodowego. Tymczasem obraz wyłaniający się z dostępnych informacji sugeruje, że instytucje odpowiedzialne za egzekwowanie prawa działają w tempie nieadekwatnym do wagi sytuacji, co pozwala podejrzanej firmie pozbywać się kluczowych dowodów w sprawie.
Coraz częściej pojawiają się więc pytania o odpowiedzialność kierownictwa prokuratury. Nadzór sprawowany przez Żurka staje się przedmiotem krytyki nie tylko ze względu na konkretne decyzje, lecz także na brak widocznej skuteczności w koordynowaniu działań. W opinii części komentatorów mamy do czynienia nie tyle z pojedynczym potknięciem, co z przejawem głębszego problemu systemowego – niedostosowania aparatu państwowego do realiów współczesnych przestępstw finansowych.
Nie bez znaczenia pozostaje również brak transparentnej komunikacji. Do tej pory nie przedstawiono wyczerpującego stanowiska, które odnosiłoby się do zarzutów pojawiających się w przestrzeni publicznej. W efekcie informacyjną próżnię wypełniają spekulacje i nieoficjalne relacje, co dodatkowo podkopuje zaufanie do instytucji.
Do tego doszły kolejne kontrowersje. Według nieoficjalnych ustaleń Wirtualnej Polski, prezes Zondacrypto Przemysław Kral od roku dysponuje… izraelskim paszportem.
Sprawa Zondacrypto może okazać się testem nie tylko dla samej branży kryptowalut, lecz przede wszystkim dla państwa i jego zdolności do skutecznego reagowania. Na razie jednak wiele wskazuje na to, że test ten nie przebiega pomyślnie, a działania prokuratury – zamiast uspokajać sytuację – stają się jednym z głównych źródeł kontrowersji.
NASZ KOMENTARZ: Prawdziwe pytanie w tej sprawie brzmi, czy opieszałość prokuratury ma związek z faktem, że za aferą Zondacrypto stoi Żyd. Jedno jest pewne – tam, gdzie duże afery finansowe, tam trzeba szukać izraelskich paszportów. To już norma, w żadnym razie przypadek. Teraz już tylko czekać, kiedy prezes wyjedzie do ojczyzny wszystkich aferałów, podobnie jak zrobił niedawno Timur Mindycz.
Polecamy również: Podwójne standardy w Ministerstwie Kultury. Sprawa Kanye Westa
Podoba Ci się to co robimy? Wesprzyj projekt Magna Polonia!





