„Zawały serca miejcie do czerwca. Udary do maja. Na sierpień pieniędzy nie będzie” – to gorzka, ironiczna fraza autorstwa Pawła Usiądka z Konfederacji, która słusznie pojawiła się w dyskusji o stanie polskiego systemu ochrony zdrowia. Idealnie oddaje ona rosnące napięcie wokół polityki finansowania świadczeń medycznych prowadzonej przez rząd Donalda Tuska. Rząd ten właśnie drastycznie uciął szpitalom finansowanie, co odbierze wielu pacjentom szansę na skuteczną diagnostykę, a innych zmusi do korzystania z usług prywatnych.
Tusk demontuje system ochrony zdrowia. Sednem problemu jest mechanizm tzw. nadwykonań, czyli świadczeń realizowanych przez szpitale ponad zakontraktowane limity określane przez Narodowy Fundusz Zdrowia. W teorii system ten ma zapewniać kontrolę wydatków publicznych. W praktyce jednak prowadzi do sytuacji, w której placówki medyczne stają przed dramatycznym wyborem: leczyć pacjentów i generować straty, albo też ograniczać działalność, by uniknąć finansowej katastrofy.
Wypowiedź ministra nadrzoru nad wdrażąniem polityki rządu Macieja Berka, według którego „szpital, który leczy więcej pacjentów niż wynosi ustalony limit, jest nieuczciwy”, stała się symbolem tego podejścia. Dla krytyków jest to dowód na odwrócenie logiki systemu – zamiast premiować skuteczność i dostępność leczenia, mechanizm karze za nadmierną aktywność medyczną.
Skala problemu uwidacznia się w konkretnych danych. W jednym ze szpitali liczba wykonywanych miesięcznie badań rezonansem magnetycznym spadła z około 900 do zaledwie 100. Oznacza to, że nawet 700–800 pacjentów miesięcznie traci dostęp do diagnostyki. Podobnie wygląda sytuacja w przypadku innych procedur: za kolonoskopię czy gastroskopię NFZ pokrywa jedynie około 60% kosztów nadwykonań, a za tomografię i rezonans – około 50%. Resztę musi pokryć szpital.
W takich warunkach ograniczanie liczby badań nie jest decyzją medyczną, lecz ekonomiczną. Każde dodatkowe świadczenie oznacza stratę finansową, która w dłuższej perspektywie może zagrozić stabilności całej placówki. Dyrektorzy szpitali coraz częściej przyznają, że są zmuszeni „zamykać drzwi” przed pacjentami nie dlatego, że brakuje sprzętu czy personelu, lecz dlatego, że brakuje pieniędzy.
Sytuację dodatkowo komplikuje deficyt budżetowy NFZ, szacowany na kilkanaście miliardów złotych. W obliczu takiej luki finansowej fundusz ogranicza wypłaty za nadwykonania, co automatycznie przekłada się na spadek dostępności usług medycznych. Efektem jest wydłużanie kolejek i rosnące ryzyko opóźnień w diagnozowaniu poważnych chorób.
Paradoksalnie, rok 2026 został ogłoszony przez rząd rokiem profilaktyki. Z jednej strony podkreśla się znaczenie wczesnego wykrywania chorób, z drugiej – ogranicza finansowanie badań diagnostycznych. Ta sprzeczność jest często wskazywana jako przykład niespójności polityki zdrowotnej i hipokryzji rządu Tuska.
Krytycy nowych rozwiązań twierdzą, że nie mamy do czynienia z przypadkową niewydolnością systemu, lecz z konsekwencją świadomych decyzji budżetowych. W ich ocenie ograniczanie finansowania nadwykonań prowadzi do stopniowego zmniejszania roli publicznej ochrony zdrowia. Zwolennicy rządu argumentują natomiast, że kontrola wydatków jest konieczna, aby zapobiec destabilizacji finansów publicznych.
Niezależnie od interpretacji, jedno jest pewne: obecny model finansowania stawia państwowy system ochrony zdrowia w sytuacji powolnego upadku. Jeśli szpitale balansują pomiędzy misją ratowania życia a koniecznością utrzymania płynności finansowej, zdrowie ludzi przestało mieć dla władz jakiekolwiek znaczenie. W efekcie pacjenci coraz częściej stają się niewidzialnymi ofiarami ograniczeń budżetowych.
NASZ KOMENTARZ: Wszystko wskazuje na to, że problem nadwykonań będzie się pogłębiał, a dostępność świadczeń medycznych może dalej spadać, z realnymi konsekwencjami dla zdrowia i życia obywateli. W praktyce to cicha i powolna prywatyzacja polskiej służby zdrowia. Być może jest to działanie słuszne, ale niestety wciąż mamy jednoczesne, przymusowe, stale rosnące składki na ubezpieczenie zdrowotne, co w sytuacji spadku dostępności usług, boli najbardziej.
Polecamy również: A jednak hieny cmentarne. Virtuti Militari z Ukrainy autentyczne
Podoba Ci się to co robimy? Wesprzyj projekt Magna Polonia!





