Europa Wiadomości

„Za krótki gwałt”? Imigrant nie zostanie deportowany

Podoba Ci się to co robimy? Wesprzyj projekt Magna Polonia!

Szwedzki sąd apelacyjny zdecydował, że obywatel Erytrei skazany za gwałt na 16-letniej Meyi Åberg nie zostanie deportowany. W uzasadnieniu wskazano, że czyn – choć bezspornie przestępczy – nie został uznany za „szczególnie poważny”, m.in. ze względu na „czas trwania zdarzenia”. Okazuje się zatem, że można tylko trochę gwałcić, zwłaszcza gdy jest się człowiekiem wyższy kategorii – imigrantem z „trzeciego świata”.

Według sądu, gwałt na nastolatce był za krótki. Meya wracała do domu w Skellefte w Szwecji, po swojej zmianie w McDonald’s, gdzie dorabiała jako młodociany pracownik. To właśnie wtedy imigrant z Erytrei Yazied Mohamed postanowił zgwałcić ją w tunelu dla pieszych.

Sprawca wprawdzie został skazany na trzy lata więzienia i zobowiązany do wypłaty odszkodowania, jednak sąd uznał, że przesłanki deportacji – zarezerwowane dla najcięższych przestępstw – w tym przypadku nie zostały spełnione. Już sama konstrukcja tej argumentacji wywołuje ogromne kontrowersje. W debacie publicznej zaczęło funkcjonować uproszczenie: „gwałt nie trwał wystarczająco długo”. To zdanie – choć chwytliwe – jest jednocześnie przykładem niebezpiecznego skrótu myślowego.

Problem polega na tym, że w odbiorze społecznym tworzy ono kategorię „częściowego gwałtu”. A taka kategoria – zarówno moralnie, jak i prawnie – po prostu nie istnieje. Gwałt nie jest zjawiskiem mierzalnym czasem jak rozmowa telefoniczna czy mecz piłkarski. Jego istotą jest naruszenie integralności cielesnej i autonomii człowieka. Moment przekroczenia granicy zgody jest momentem, w którym dochodzi do przestępstwa – niezależnie od tego, czy trwało ono minutę, czy godzinę.

Sprowadzanie oceny powagi czynu do jego „długości” jest więc nie tylko uproszczeniem, ale wręcz wypaczeniem sensu ochrony prawnej. Można oczywiście analizować różne okoliczności czynu – brutalność, skutki psychiczne, użycie przemocy – jednak sam czas trwania nie powinien być traktowany jako kryterium rozstrzygające o jego ciężarze gatunkowym. Z dostępnych relacji wynika, że ofiara zmaga się z poważnymi konsekwencjami psychicznymi – koszmarami, lękiem i trudnościami w powrocie do normalnego funkcjonowania. To podkreśla fundamentalną rzecz: trauma nie ma zegarka. Nie mierzy się jej minutami.

Dlatego teza o „zbyt krótkim gwałcie” jest nie tylko moralnie wątpliwa, ale i logicznie niespójna. Jeśli przyjąć ją konsekwentnie, należałoby stworzyć absurdalną skalę, w której przestępstwo zyskuje „poważność” dopiero po przekroczeniu określonego czasu. Taka konstrukcja prowadziłaby do groteskowych, a zarazem niebezpiecznych wniosków.

W rzeczywistości problem leży gdzie indziej – w napięciu między przepisami dotyczącymi ochrony nachodźców i polityki deportacyjnej. Sąd nie stwierdził, że gwałt był „mało istotny”, lecz że nie spełniał ustawowych kryteriów „wyjątkowo poważnego przestępstwa”, które uzasadniałyby wydalenie z kraju. Przepisy zostały ewidentni nagięte po to, by chronić murzyńskiego zbrodniarza.

Ostatecznie więc nie chodzi tu tylko o jeden wyrok. Chodzi o to, jak opisujemy przemoc i jakie granice stawiamy jego ocenie. „Częściowy gwałt” to pojęcie, które dotychczas występowało tylko w formie humorystycznej. Teraz okazuje się, że może istnieć w retoryce prawnej; służyć do ochrony murzyńskich i arabskich gwałcicieli.

Polecamy również: Państwo Kościelne „balastem katolicyzmu”? Robert Winnicki przeciw bł. Piusowi IX

Podoba Ci się to co robimy? Wesprzyj projekt Magna Polonia!