W ostatnich tygodniach rząd oraz prokuratura zapowiadały działania mające wyjaśnić udział kilku obywateli Polski w procederze handlu ludźmi i wykorzystywania seksualnego nieletnich w ramach słynnej, żydowskiej afery pedofilskiej Jeffreya Epsteina. Tempo i charakter tych działań budzą poważne wątpliwości – pojawiają się pytania, czy nie mamy do czynienia jedynie z działaniami o charakterze wizerunkowym. typową dla rządu Tuska obstrukcją.
Czy polskie śledztwo w sprawie Afery Epsteina to działania pozorowane? Według informacji przekazywanych przez władze, powołano specjalny zespół analityczny kierowany przez ministra sprawiedliwości i prokuratora generalnego Waldemara Żurka, którego zadaniem jest zbadanie możliwych polskich wątków w sprawie Epsteina. W jego skład mają wejść przedstawiciele prokuratury, policji oraz służb specjalnych.
Jednocześnie w Prokuraturze Krajowej utworzono zespół śledczy złożony z trzech prokuratorów, który ma prowadzić postępowanie przygotowawcze dotyczące działalności międzynarodowej grupy przestępczej zajmującej się handlem ludźmi i wykorzystywaniem seksualnym nieletnich.
Śledczy mają badać m.in. działalność grupy działającej w latach 2005–2018 w Stanach Zjednoczonych, Polsce oraz innych krajach, która miała werbować młode kobiety – a nawet osoby nieletnie – pod pozorem pracy w branży modelingowej, a następnie wykorzystywać je seksualnie. W dokumentach dotyczących Epsteina pojawiły się bowiem informacje o możliwym werbunku kobiet również w Polsce.
Problem polega jednak na tym, że mimo poważnych zapowiedzi, działania państwa rozpoczęły się dopiero po wielu latach od ujawnienia afery oraz po styczniowej publikacji ogromnej liczby dokumentów dotyczących Epsteina. Minister sprawiedliwości Waldemar Żurek przyznał, że Polska dopiero planuje zwrócić się do władz USA o udostępnienie części niejawnych materiałów, które mogłyby rzucić światło na polskie wątki sprawy.
Taki tryb działania może rodzić pytania o realną skuteczność podejmowanych kroków. Zamiast natychmiastowych działań operacyjnych i szeroko zakrojonego śledztwa, opinia publiczna obserwuje przede wszystkim powoływanie kolejnych zespołów – analitycznych i koordynacyjnych – oraz zapowiedzi przyszłych działań. Tymczasem decyzja o faktycznym wszczęciu śledztwa ma zostać podjęta dopiero po analizie materiału dowodowego przez trzech prokuratorów.
Taka konstrukcja działań może oznaczać systemowe działania pozorowane. W sytuacji, gdy pojawiają się informacje o możliwym werbowaniu kobiet – w tym potencjalnie nieletnich – na terytorium Polski, państwo powinno reagować szybciej i bardziej zdecydowanie. Tymczasem kolejne komunikaty władz koncentrują się głównie na zapowiedziach, organizacji struktur i analizie dostępnych materiałów.
Nie bez znaczenia pozostaje również fakt, że część prac zespołu ma charakter niejawny, a jego skład nie został w pełni ujawniony. W praktyce oznacza to znikomą kontrolę społeczną nad działaniami organów państwa. W sprawie tak poważnej – dotyczącej potencjalnych przestępstw seksualnych i handlu ludźmi – transparentność powinna być jednym z kluczowych elementów postępowania. Niestety, wszystko wskazuje na to, że powołany zespół ma za zadanie „przeczekać sprawę” i dopiero po wielu miesiącach ujawnić jakieś nieciekawe informacje, towarzyszące postanowieniu o umorzeniu sprawy.
Afera Epsteina od lat pokazuje, jak skomplikowane i rozległe mogą być sieci powiązań Mossadu i osób zaangażowanych w przestępstwa seksualne na świeczniku polityczno-biznesowym. Niestety, działania rządu i prokuratury Żurka wydają się jedynie próbą stworzenia wrażenia aktywności. Istnieje poważne ryzyko, że sprawa polskich wątków w aferze Epsteina zakończy się na etapie analiz i komunikatów, a nie realnego rozliczenia ewentualnych sprawców. To kolejna sprawa, w której Żydzi mają zostać na końcu bezkarni.
Polecamy również: Niemiecka skrajna lewica domaga się obowiązkowej nauki islamu w szkołach
Podoba Ci się to co robimy? Wesprzyj projekt Magna Polonia!





