Telewizja internetowa

ABW posiadała informację, że szef Amber Gold zamierza uciec z pieniędzmi zagranicę i nie podjęła żadnych działań

Podoba Ci się to co robimy? Wesprzyj projekt Magna Polonia!

Na przełomie czerwca i lipca 2012 roku Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego otrzymała poufną informację, z której wynikało, że szef piramidy finansowej Amber Gold może uciec z częścią pieniędzy zagranicę.

O tajemniczej notatce, która znajduje się w aktach sprawy oraz komisji śledczej, poinformowała dzisiaj Małgorzata Wassermann w studiu telewizji wPolsce.pl.

– Z notatki, która jest w posiadaniu komisji, jest ona odtajniona, wynika, że jeśli Marcin P. zbierze odpowiednią ilość pieniędzy to wyjedzie za granicę. Jeśli wpływa taka informacja, to należałoby tę wiedzę pogłębić. Nic takiego nie zrobiono – ujawniła dziś Małgorzata Wassermann w telewizji wPolsce.pl.

Na pytanie, czy po podjęciu wiedzy z notatki, ABW, zaczęła sprawdzać przelewy bankowe Marcina P i czy rozpoczęła obserwację i podsłuch, przewodnicząca komisji stwierdziła, że takich działań nie podjęto.

– Pamiętajmy,że w tym czasie Marcin P. nie miał założonego podsłuchu operacyjnego. Okazało się, że ABW miała wystarczające kadry, by funkcjonariusze stali w krzakach i obserwowali punkty Amber Gold, ale nie poszli za głównym figurantem (Marcinem P. – red.), który mógł uciec za granicę. Podsłuch został mu założony 27 lipa 2012 roku. Alen nawet te działania były „spalone”. Pamiętajmy, że funkcjonariusze ABW już kręcili się wtedy pod siedzibami Amber Gold – tłumaczyła Małgorzata Wassermann w telewizji wPolsce.pl.

W ocenie Małgorzaty Wassermann, działania ABW, nawet w konfrontacji z nieudolnymi działaniami innych instytucji, są „nie do uwierzenia”. Przewodnicząca komisji śledczej ds. Amber Gold, pytana o odpowiedzialność polityczną ówczesnego premiera Donalda Tuska, szefa ABW gen. Krzysztofa Bondaryka oraz koordynującego służby specjalne ministra Jacka Cichockiego, stwierdziła, ze mogło dochodzić do celowych zaniechań najważniejszych wtedy ludzi w państwie.

– Są dwa warianty dotyczące tych panów i oba mogą być dla nich dramatyczne w skutkach. Pierwszy mówi o tym, że nie panowali oni nad tym co się działo w polskim państwie, a instytucje robiły co chciały lub chroniły przestępców. Drugi wariant, a ja biorę go mocno pod uwagę, mówi, że były to celowe działania. Ktoś, kto „prowadził” Marcina P., musiał być niesamowicie wysoko umocowany. Załatwiał wszystko na poziomie Gdańska, ale także na poziomie Warszawy – stwierdziła Małgorzata Wassermann.

Podoba Ci się to co robimy? Wesprzyj projekt Magna Polonia!

Komentarze